piątek, 10 marca 2017

Rozdział 1 część 2.

Pogoda zmienia się jak kobiecy charakter. Wczoraj słońce, a dziś już zaczęło padać. Mamy niby piękną wiosnę, i tu powinno być cieplutko, bo w końcu Ameryka, a nie Londyn. Dzwoniła do mnie ciocia jakieś dwie godziny temu jak kładła się spać. Ta różnica czasu mnie na początku wykańczała, ale jednak już minęło tyle lat, że bez problemu sobie z nią radzę. W taką pogodę nie chce mi się iść do pracy, ale papierki się same nie wypełnią, a potem jeszcze muszę zaprojektować komuś sypialnię i wieczorny koncert na pianinie. Eathan dziś pracuje w domu, więc zajmie się dziećmi jak wrócą ze szkoły. Obiad zrobiłam już wczoraj i zostawiłam im w lodówce jak zawsze. Bo przecież, gdyby nie ja, to nie jedli by nic innego jak płatki z mlekiem i słodycze. Od naszego pobytu w Londynie minął równy miesiąc. Chciałabym tam znowu być i siedzieć do nocy przy nim..
-Nie myśl tak – wyszeptałam sama do siebie kończąc pić kawę.
-Cześć kochanie – dostałam buziaka na powitanie.- Mówisz do siebie? - zaśmiał się bezczelnie z mojej osoby.
-Można tak powiedzieć, że z nudów zaczynam się sama ze sobą porozumiewać – odparłam posyłając mu uśmiech.
Przez ten miesiąc polepszyło się między nami. Częściej rozmawiamy, śmiejemy się, wychodzimy na romantyczne randki jak na początku związku i co najważniejsze, mamy dobre stosunki w łóżku. Chyba wracam do normalności? Teraz moim celem jest przeżyć w szczęśliwej rodzinie, a potem być pochowaną obok Zayn'a. Tak postanowiłam już dawno, i nikt nie ma prawa zmienić mojego zdania.

Po prostu chcę z nim spędzić wieczność i tak się stanie, tylko w naszym drugim życiu.
-Idę obudzę dzieci i uciekam – wstałam idąc na górę. Mieszkamy w centrum Los Angeles. Nasz dom jest naprawdę bardzo duży i ma ogródek by dzieci miała gdzie się bawić. Chce dla nich normalnego dzieciństwa, takie jakie ja miałam, chociaż w połowie. Moja mama byłaby ze mnie dumna, gdyby widziała jak sobie ułożyłam życie.
Całkowicie o niej zapomniałam... W sensie, nie odwiedzam jej tak często jak, ehhh. Jestem okropną córką, która nie interesuje się swoją zmarłą matką. Boże, co się ze mną dzieje? Powinnam tam wrócić i nie wyjeżdżać przez rok, aż nie odpokutuje.
Ale na pewno za niedługo tam pojedziemy i będę mogła dzieciakom ponownie pokazać, gdzie znajduje się najlepsza kobieta na świecie. 
Jeśli już tak wspominam o mamie to może coś o tacie? Akurat mijam ścianę, na której mamy wszędzie powieszone zdjęcia mojej rodziny i Eathana. Widać na niej wszystko, nawet chłopaków z zespołu. Natomiast mój tato wziął ślub z nienawidzoną przeze mnie kobietą, a ja na nim nie byłam. W tamtym momencie przeżywałam okrutny okres w życiu, a ona to specjalnie tak ustawiła. Ta kobieta mnie nienawidzi tak jak ja jej. Moje rodzeństwo musi mieć taką matkę, współczuje im. Ale już wyrośli i dzwonią do mnie, a nawet na wakacje przyjeżdżają na trochę. Oczywiście wtedy nakładałam maskę i udawałam szczęśliwą, lecz teraz już tak nie będzie. Jak coś sobie postanowiłam to tego dopilnuje.
Weszłam do sypialni Maxa, który spał tak jak jego tato. Z ręką przy policzku na jednym boku. Obudziłam go na co z grymasem się podniósł. Drugi pokój był naprzeciwko. Molly słodko jeszcze pochrapywała, ale musiałam jej to przerwać.
-Mamo nie chce mi się nigdzie iść – odezwała się płaczliwym głosem. Wyczuwam tutaj samą siebie, kiedy byłam w jej wieku.
-Skarbie, przecież za niedługo macie przedstawienie z okazji Wielkanocy – rzadko jej się zdarza brak chęci, żeby pójść do przedszkola. Zazwyczaj to jest z nimi odwrotnie. Max nie chce iść, bo ma lenia. A ona pełna energii wstaje i pośpiesza wszystkich, żeby wyjść i spotkać się z koleżankami i „chłopakiem”. Taak, też w to nie wierzę, ale moja kruszynka w przedszkolu poznała jakiegoś przystojniaczka. Eathan żartuje cały czas z tego, ale widać jak się przejmuje. W końcu to jego córeczka, a ja doskonale wiem, jak ojcowie się zachowują w stosunku do swoich księżniczek.
-Ale pewnie i tak nie przyjdziecie mnie zobaczyć – nakryła głowę ponownie kołdrą. Uniosłam odruchowo brew i znalazłam się obok dziewczynki.
-Co ty mówisz, zawsze przychodzimy. Tylko trochę się spóźniamy ze względu na pracę, skarbku. Wiesz dobrze, że mama i tata muszą pracować- pokiwała głową przylegając do mnie. Najchętniej bym jej nie wypuszczała z rąk, ale nie mogę się spóźnić do pracy. Max już dawno zdążył umyć zęby i się ubrać. Zostawiłam ją, żeby się wyszykowała, a mój grzeczny synek zszedł ze mną na śniadanie. Zrobiłam im po toście z nutellą i musiałam iść.
-Pamiętaj o zupie w lodówce! - upomniałam zakręconego męża, który już coś grzebał w internecie, a w międzyczasie smarował kolejnego tosta dla Moll.

-Idź już marudo – odpowiedział biorąc mnie w ramiona i całując. Nałożyłam czarne szpilki. Znalazłam małą parasolkę i wyszłam. Rozłożyłam ją od razu kiedy poczułam na swojej głowie krople deszczu. Ludzie wkoło śpieszyli się do pracy i nie patrzyli na nikogo. Byli zajęci pracą, więc ruszyłam już nie zastanawiając się nad innymi.

Mijając różne słupy z ogłoszeniami, zauważyłam ciekawy plakat. Była to informacja o jutrzejszym koncercie One Direction. Może będzie szansa spotkać się z chłopakami. Muszę do nich potem napisać czy wpadną, a jak nie to ja ich odwiedzę nawet na godzinę w hotelu. Zawsze chciałam być z nimi za kulisami i czekać, aż zejdą ze sceny. Już miałam o to prosić Malik'a, ale nie wyszło nam z czasem.

**

-Tak rozumiem, właśnie myślałam nad kolorem turkusowym lub szmaragdowym... Emm, tak szafir w sumie też będzie pasować do tych mebli. Dobrze to widzimy się u Państwa jutro w domu z ekipą remontową... Dziękuje, do widzenia – nie ma to jak rozmowa o kolorach ścian z klientami. Już myślałam, że zasugeruje mi czerwony do tych jego wspaniałych mebli. Jednak uratowałam sytuację i będzie według mnie pasował wspaniale. Jeszcze tylko zostało mi skończenie szkicu i mogę iść na ten koncert. W czasie tych 8 godzin mojej pracy z domu nikt nie dzwonił, co jest bardzo podejrzane. Zawsze jak zostają sami to odzywają się co 10 minut, szczególnie jak wrócą ze szkoły i nadejdzie czas na obiad. Może powinnam zadzwonić?
Nie, niech sobie sami radzą. Jak jeszcze z dwie godziny mnie nie będzie to przeżyją. Dobrze, że to już piątek, a jutro tylko ten mały remont i wolne. Może wybierzemy się na jakiś basen? A może siłownia? Po ciąży strasznie ciężko mi było wrócić do poprzedniej sylwetki, i nie mam rozmiaru 36 jak kiedyś, tylko teraz stoję na 38. Nie jest najgorzej, ale wciąż dążę do idealnie szczupłej figury by być z siebie dumna.
Pamiętam jak rozmawiałam na ten temat z Zayn'em, oczywiście mówił, że jestem głupia myśląc źle o swojej figurze...

*Wspomnienie*

-Popatrz na mój brzuch, niby płaski, ale nie do końca – stałam w samym sportowym staniku i szortach przed lustrem gapiąc się w swoje odbicie. Nienawidzę swojego ciała, ale zarazem je kocham. Mam najwidoczniej straszne kompleksy. On siedział na łóżku obserwując mój tyłek. Zrobiłam do niego smutną minkę, a ten wstał i podszedł mnie od tyłu kładąc swoją głowę na moim ramieniu. Ręce owinął wokół mojej talii i splótł je razem na brzuchu.

-Widzisz moje dłonie? - pokiwałam głową – Jeśli się złączyły to znaczy, że nie masz racji. Masz zajebistą figurę i nie waż się nawet inaczej myśleć – ugryzł mój płatek ucha, a ja zaśmiałam się głośno ze względu na łaskotki w tym czułym miejscu. On o tym doskonale wiedział, znał moje czułe punkty jak nikt inny. A jego pocałunki działały na mnie jak dobry narkotyk. Kiedy tylko jeździł ustami po mojej szyi, a później znajdował drogę do moich ust, to zamykałam oczy i byłam całkowicie oddana jemu.
-Kocham cię Zayn, ale wiem swoje – pocałowałam go i zaczęłam uciekać, bo wkurzony chciał mnie złapać i rzucić na łóżko. Wybiegłam z pokoju kierując się na dół. Tam chłopaki jak zwykle siedzieli i kłócili się o film, który oglądali. Kiedy zobaczyli nas oderwali się od ekranu i zaczęli jeść popcorn obserwując nasze poczynania. Wskoczyłam do nich na kanapę, a Zayn zrobił to samo. Kiedy postanowiłam przeskoczyć na fotel, złapał mnie i zarzucił sobie na plecy jak worek ziemniaków. Skończyliśmy w jego sypialni, leżałam pod nim śmiejąc się, bo mnie torturował łaskotkami.
-Nigdy nie uciekaj – śmiał się razem ze mną. Jego oczy tak pięknie się śmiały, że nie mogłam się odezwać..

*Koniec wspomnienia *

Dlatego teraz muszę myśleć pozytywnie o swoim ciele, żeby nie zawieść tego co mi kiedyś powiedział. Nim zauważyłam podczas tych wspomnień skończyłam rysować. Zamknęłam swoje biuro i ruszyłam w stronę restauracji gdzie odbywa się koncert. Zostałam tam zaproszona całkiem przypadkiem, ze względu na moje umiejętności gry na tym instrumencie. Wspomniałam o tym właścicielowi, który panicznie poszukiwał pianisty na ważne bankiety. Więc jak tylko to usłyszałam podczas obiadu ze znajomą, to się zgłosiłam na chętną. Muzyka jest moim najwspanialszym wspomnieniem, które nie zaniknie nawet na starość, bo gdy zagram coś co było dla mnie ważne, to wspomnienie z tego okresu od razu wróci.
Dobrze, że przestało padać i szybko doszłam na czas w wyznaczone miejsce. Przywitałam się z ludźmi, którzy już mnie znają ze względu na częste spożywanie w tym miejscu. Zasiadłam przy instrumencie i zaczęłam się rozgrzewać. Najpierw jakiś klasyk, a potem kiedy już ludzie zaczęli się schodzić mogłam pokazać prawdziwą siebie. Zaczęłam grać całą sobą nie myśląc o nikim tylko o rytmie, który tworzę.

W tle tylko słyszałam pogawędki ludzi i dzieciaki biegające obok.
Siedziałam tak z godzinę rozkoszując się tym co robię. Moim ulubionym zajęciem, które mi zostało od czasów szkoły. Od tak dawna już do niej nie chodzę i w sumie mogę stwierdzić, że tęsknie za liceum. Za dniami tam spędzonymi i każdą moją kochaną osobą. Najgorsza jest rozłąka z Ellie, która mieszka dalej w Londynie. Widzimy się na żywo rzadko, ale od czego mamy internet? Tam możemy spotykać się codziennie i też tak robimy. Oczywiście nie zawsze mamy na to czas, bo dorosłe życie jest ciężkie i wymaga poświęceń by było dobrze.
Skończyłam grać i usłyszałam głośne klaskanie. Wstałam dziękując wszystkim, ale kiedy się odwróciłam zobaczyłam swoją największą publikę.
Stali tam całą czwórką i klaskali najgłośniej. Rozpromieniłam się widząc ich idących w moją stronę. Ze łzami w oczach popędziłam mocno ich wyściskać. Nie chciałam ich wypuszczać tylko cofnąć czas, żeby móc spędzać z nimi każdą wolną chwilę i każdy weekend wygłupiając się.

-Skąd?
-Twój ehem mąż nam powiedział – Hazz udał, że to kaszel, ale wiadomo, że nie lubi wymawiać tego na głos.
-I nie przyszedł z wami?
-Powiedział, że potrzebujesz chwili z przyjaciółmi – odezwał się Liam.
-Nie wiecie jak się cieszę, że was widzę – moja twarz wyrażała szczęście i nie chciała przestać. 
-Planowaliśmy być tutaj dzień przed, żeby właśnie spotkać się i porozmawiać jak kiedyś. - powiedział Niall ponownie mnie przytulając.
-Może coś wypijemy? Mają tutaj pyszne kolorowe drinki – zaproponowałam wskazując na barek. Pokiwali głowami. Wzięłam z pianina swoją torebkę i szłam za nimi. Złożyliśmy zamówienie i zajęliśmy stolik pod ścianą, żeby nikt nam nie przeszkadzał w rozmowie, bo w końcu to One Direction.
-Nie mówiłaś, że grasz dla publiki – zdziwił się Louis patrząc na instrument stojący na środka lokalu.
-Nie miałam nigdy okazji się pochwalić, zresztą to świeża sytuacja – upiłam kilka łyków alkoholu przez słomkę. Zaczęliśmy dyskutować o mojej grze, o ich koncercie jutrzejszym i tak ogólnie jak kiedyś. Dowiedziałam się, że im też brakuje naszych spotkań i najchętniej by mnie zabrali ze sobą w trasę. Ale mam już rodzinę i nie mogę sobie na takie coś pozwolić. Dowiedziałam się, że zostają w Ameryce Północnej tydzień, a potem wracają do Europy na ostatnie koncerty przed małą przerwą wakacyjną. Zajmą się tworzeniem nowych piosenek, ale i odpoczną sobie chwilę od mediów i różnych plotek na ich tematy. Nie dziwię się im, ja już dawno bym sobie taką przerwę wzięła, a oni odkąd Zayn odszedł to mieli tylko miesiąc na pojęcie tego wszystkiego, bo Modest kazał im wracać do pracy. Nie pozbierali się po jego odejściu. A dziś wyglądają już dużo lepiej, jednak można się domyślać, że nie jest im łatwo. Zresztą komu by było? Nikt nie chcę się pogodzić z tak wielką stratą.

*
-Dziękuje wam za te kilka godzin mile spędzonych. Wpadnijcie do nas jutro na obiad. Dzieciaki się ucieszą, ja będę szczęśliwa – żegnałam się z każdym po kolei.
-Oczywiście nasz aniołku, że wpadniemy na coś dobrego – zaśmiał się Niall, który jak zwykle myśli o jedzeniu.
-Widzimy się jutro, Jess – już odchodziłam kiedy zatrzymali mnie na chwilę.
-My też za tym tęsknimy – zakręciła mi się łezka w oku, ale szybko ją przytrzymałam by nie widzieli jak się rozklejam. Wróciłam do domu, gdzie moje pociechy już spały, a mąż zasypiał w salonie przy telewizorze. Zaszłam go od tyłu całując w policzek. Wystraszył się, ale po chwili wciągnął mnie na swoje kolana i tak sobie leżeliśmy na sofie rozmawiając.
-Jak minął ci dzień? - spytał odkładając pilota na stolik.
-Cudownie, dziękuje za przysłanie ich do mnie – uśmiechnął się triumfalnie i ucałował mnie w czoło. Opowiedziałam mu o wszystkim oraz o zaproszeniu chłopaków na jutrzejszy obiad do nas. Mimo lekkiego grymasu uśmiechnął się i zaproponował, że kupi mi wszystkie składniki potrzebne, a ja zajmę się gotowaniem. Tylko najpierw muszę iść popracować, a potem zajmę się gośćmi i rodziną. Eathan zaczął mówić co robili cały dzień i czemu nie dzwonili. Okazuje się, że Max chciał pograć w grę na taty telefonie i wziął go na posiedzenie do łazienki. A kiedy skończył się załatwiać spłukał wodę i wrzucił do niej niechcący telefon. Zamókł i musieli go suszyć. Potem mieli problem z obiadem, bo prawie spalili zupę, którą zostawiłam tylko do podgrzania! Niby nie ma cię tylko kilka godzin, a tu prawie pali ci się dom. Nie mogę powiedzieć, że moja rodzina jest nudna. Uśmiałam się tymi historiami, aż zaczęłam ziewać. Zamknęłam na chwilę oczy by wsłuchać się w dalszy jego monolog, ale ze względu na zmęczenie musiałam udać się do łóżka. Umyłam zęby, ubrałam piżamę i po nałożeniu kremów na twarz i ręce mogłam zasnąć. Poczekałam chwilę na mężczyznę, który zjawił się w samą porę kiedy już prawie odpływałam w krainę Morfeusza. Przytuliłam się do niego i mogłam spokojnie zasnąć nie martwiąc się o nic...
................
Wreszcie się jakoś przemogłam, i jestem tutaj z powrotem ^^  Tak w głębi serduszka nie mogłam się doczekać, bo to opowiadanie kreowało nową mnie.. z dnia na dzień i z rozdziału na rozdział było coraz lepiej xx Oczywiście wzloty i upadki miałam i dalej mam, bo nie jestem idealna! A chciałabym być xdd
Coś tutaj dla was wymodzę, mając nadzieję, że będzie to super oderwanie od dnia codziennego xx
Do usłyszenia !! <3

środa, 25 maja 2016

Bon = powrót??

Heej.. tak, ja też nie spodziewałam się pisać tutaj tego posta x.x
Ale ostatnio "napisała" do mnie na fb pewna dziewczyna, która czytała moje ff i komentowała i awwww pozdrawiam cię słonko! < 3
Ale do rzeczy xx
Tak sobie napisała, no to ja na luzie odpisuje. I moja przyjaciółka patrzy przez moje ramię na tel, i tak nagle cisza...
"A ty nie miałaś kontynuować tego opowiadania?"
Ja tak najpierw na nią, potem na telefon i odpowiadam, że no miałam, ale jednak te rozdziały nie przekonują mnie bla bla...
To ona z takim jednym tekstem i co ?! Moja bff dała mi mega zajebisty pomysł.
 Ale jednak tak myśląc chwilę (3-5 dni O.o) dochodzę do wniosku, że tęskniłam i chyba wracam nawet na chwilkę xx
Ale nie zdradzam wam co to za pomysł ; > Chwilowo wiedzcie, że jest to bonus w postaci może 2-4 rozdziały? Może więcej, ale nie daje pewności..
 Ale nie wiem czy wypali więc was z góry przepraszam, jeśli zawiedziecie się na mnie :'<
Aaaa i od przyjaźni do miłości ma wattpada!!
I czekamy na mój powrót !! <3
KOCHAM WAS!! <3

piątek, 23 października 2015

Epilog.. ♥

ważna notatka ; c 
**6 lat później**

ur.12.01.1993 r.- zm. 25.03.2015 r
Tutaj spoczywa Zayn Malik.
Kochający chłopak i przyszły ojciec.
Oddał swoje życie dla miłości.
,, Żyć możesz tylko dzięki temu, za co mógłbyś umrzeć...

Wróciłam tutaj. Do tych wszystkich wspomnień. Po tylu latach postanowiłam znowu postawić swoją stopę na ulicach Londynu. Miasta, które było dla mnie wszystkim, aż do 25 marca. Dalej nie wierzę w to co on dla mnie zrobił. Ja mogłam tutaj leżeć, a nie on. To uczucie tak boli. Tak dalej po tych 6 latach boli, gdy tutaj stoję i czytam godzinami napis na nagrobku. Kiedy lekarz powiedział, że czas na operacje wiedziałam... wiedziałam, że odszedł...
*wspomnienie*
-Nic nie rozumienie, tracę go! Nie, nie, nie.. błagam tak boli! Proszę zabierzcie ten ból – krzyczałam wijąc się z bólu serca nie ze względu na chorobę tylko wtedy moje serce uległo rozsypce na kawałki. Moi przyjaciele weszli i próbowali pomóc pielęgniarką mnie uspokoić co i tak nie wyszło, bo nie byli Zayn'em.-Proszę! To tak boli.. Zayn! Nie rób tego dla mnie.. Wróć, błagam, błagam! - dławiłam się własnym płaczem odczuwając potrójne uderzenie wewnątrz z każdego mojego słowa i myśli.
-Proszę, Jess uspokój się – pomóc mi najbardziej próbował Liam, który widziałam jak reszta chłopaków ciężko znosi to co się właśnie działo. Nie chciałam ich słuchać więc tylko kręciłam głową i uderzałam o łóżko rękoma.
-On to robi dla ciebie! Rozumiesz? Odszedł, dla ciebie – odezwał się po długiej chwili Louis. - Musisz być dla niego silna – wyszeptał patrząc mi w oczy. Nie chciałam tego przyjąć do swojej świadomości, bo po co?! Nie chcę żyć bez niego. On był sensem tego co się ze mną działo każdego jebanego dnia. Mój krzycz i płacz przerwał Derec wchodząc do sali. Wszyscy spojrzeli na niego. Miał opuszczoną głowę, ale szedł pewnie do mnie. Wiedziałam.. Nie ma go już z nami..
-Jessica czas na operacje – powiedział zabierając jakieś papiery.
-Czy to oznacza ..
-Zayn Malik odszedł – odpowiedział wychodząc. Wszyscy zaczęli głośno płakać i wyrażać swój żal. Ja nie mogłam się ruszać ani mówić. Moja miłość opuściła mnie. Zrobił coś takiego dla mnie, żebym mogła dalej stąpać po ziemi bez niego...
**
-Prosił bym to ja zrobił zabieg – zagadał mnie Derec bym się uspokoiła. - I kazał, żebym przekazał Ci jego ostatnie słowa.
-Słucham – otarłam kolejne łzy cieknące po policzkach.
-Byłaś jego ostatnią myślą przed śmiercią i masz się nie poddać nigdy – Tylko Zayn mógł mi kazać być silną, a potem odszedł kochając mnie cały czas.
-Zaczynajmy już – oznajmiłam zamykając oczy. Moje myśli krążyły tylko wokół niego i nawet nie poczułam jak zasnęłam widząc przed oczami jego postać uśmiechającą się do mnie..
*koniec wspomnienia..*
Po operacji nic nie mówiłam, nie jadłam kompletnie nic tylko siedziałam i zażywałam jakieś potrzebne tabletki by serce się przyjęło. Dalej je zażywam, by nie wystąpiły jakieś prze wikłania. Cały miesiąc byłam w szpitalu jak nie dłużej. Przyjaciele starali się ze mną rozmawiać, ale nie odpowiadałam. Słuchałam tylko radia, gdzie przez ten okres było głośno na ten temat. Wybuchła wielka afera, ale nie odpowiadałam na żadne pytania ze strony mediów. Byłam w innym świecie wyobrażając sobie mnie w naszym wspólnym domu z Nim. Zaczęto mnie karmić przez kroplówkę. Ale mnie to nie obchodziło. Nie chciałam żyć, ale musiałam. Obiecałam to jemu. Pojawiłam się na pogrzebie, bo jego mama tego chciała. Po paru miesiącach jednak się dowiedziałam, że zostawił coś po sobie. Było to takie nieprawdopodobne, że lekarze nie zauważyli przed operacją. Chodziłam codziennie rano na cmentarz i przesiadywałam tam godzinami. Najbliższy stał mi się Eathan, który miał się mną opiekować. Chłopaki z zespołu raz na jakiś czas dzwonili mówiąc jak u nich i pytali co u mnie. Nasze kontakty się popsuły. Ja natomiast nie ubolewałam nad tym. Cały czas nosiłam żałobę w sercu – w jego sercu. Patrząc w lustro nie mogę przestać patrzeć w miejsce gdzie jest ślad po operacji. To jest znak, że on jest ze mną i zawsze będzie.
Po roku otrząsnęłam się na tyle by rozmawiać z bliskimi. Jednak ciągle słuchałam jego głosu i oglądałam film, który mi nagrał. Nie zauważyłam kiedy zbliżyłam się do Eathan'a. Skończyłam w jakiś sposób szkołę i wraz z Eathanem wyjechałam do Ameryki gdzie zamieszkaliśmy wspólnie. Do Londynu wracałam tylko 25 marca co roku. Nie mogłam tam mieszkać i codziennie mijać wszystkie miejsca gdzie byliśmy we dwoje. Gdzie się spotkaliśmy, całowaliśmy, przytulaliśmy. To dalej tak boli. Wspomnienia o tej miłości, którą człowiek przeżywa raz w życiu. To jest ból nie do opisania, gdy traci się część siebie.
Stoję i patrzę się w grób. Płaczę. Wspominam wszystko od początku jak robię co roku i prawie codziennie.
-Mimo tego co się stało dalej cię kocham – odezwałam się. To mi jakoś pomaga i uświadamia, że on tu dalej jest. - Codziennie pytam się dlaczego to zrobiłeś? Ale nie mam odpowiedzi. Zrobiłam tak jak chciałeś. Jestem silna, mam męża, rodzinę. Ale brakuje mi Ciebie zamiast tych wszystkich ludzi wkoło. Tak tęsknie – zaszlochałam kucając..- Dlaczego? Dlaczego to zrobiłeś? Proszę. Odpowiedz, tak bardzo chcę wiedzieć czy dobrze postąpiłeś– łkałam patrząc na swoje splecione ręce do nieba. Rozpłakałam się jak zwykle tutaj. W domu staram się tego nie ukazywać. Za dnia jestem pochłonięta pracą, rodziną, obiadem, sprzątaniem, sportem, znajomymi, wyjściami służbowymi. A natomiast wieczorem jak tylko Eathan zasypia płaczę widząc w swojej głowie jego i mnie. Potem jednak usypiam z jego imieniem na ustach i śnię o tym co najlepsze..
-Mamo, mamo – usłyszałam krzyki dzieci biegnących w moją stronę. Wstałam i otrzepałam się ze śniegu. Otarłam łzy kiedy poczułam na nogach dotyk dzieci.
-Czemu płaczesz mamusiu? - spytał Max. Tak mam dzieci. Właśnie mój starszy synek jest pamiątką po Zaynie Malik'u. Jest to niesamowite, ale jak najbardziej prawdziwe. Eathan nie zgadzał się by nazwać dziecko imieniem jego prawdziwego ojca więc przeszliśmy na kompromis i nazwaliśmy go Max..
*6 lat wcześniej *
-Jessica dopiero teraz to zauważyłem- spojrzałam tylko na lekarza, który nagle wszedł i coś chciał ogłosić. Jednak ja byłam zajęta myśleniem, bo w końcu to dopiero miesiąc bez niego. - Jesteś w ciąży. Nie wiem jak to możliwe, ale nie wykryliśmy tego, bo było za wcześnie – jego słowa mną wstrząsnęły. Nie odezwałam się tylko odwróciłam wzrok zaczynając ponownie płakać. Poczułam jego rękę na sowim ramieniu. - Powinnaś się cieszyć to wielkie szczęście. - nie odpowiedziałam tylko dalej szlochałam nie wierząc w jego słowa.- Jak coś daj znać, a co do dziecka to rośnie zdrowo - Usłyszałam zamykane drzwi. Gwałtownie odkryłam się podwijając koszulkę w górę zerknęłam na swój brzuch. Nie spałam z nikim. Ta istota co we mnie rośnie jest jego dzieckiem, które planowaliśmy wspólnie. Wpadłam w atak. Rzucałam wszystkim co miałam pod ręką. Rozwaliłam telefon, komputer, dzbanek, szklanki. Wszystko. Jednak kiedy w mojej ręce znalazła się ramka ze zdjęciem, którą kazałam tu przynieść nie odważyłam się nią rzucić. Usiadłam na łóżku i przyglądając się szczęśliwej dwójce zakochanych, przytuliłam się do przedmiotu.
-Będziemy mieli dziecko... - wyszeptałam nie wierząc. - Będziesz ojcem, a ja samotną matką. Nie chcę żyć, mam dość patrzenia na innych próbując znaleźć ciebie w tym tłumie ludzi będących na tej ziemi..
*teraz *
-Kochanie, mama odwiedza osobę, która była dla mnie ważna – odpowiedziałam sześciolatkowi, który bacznie przyglądał się nagrobkowi. Max Brown. Chciałam by na drugie miał Zayn, ale kiedy mój mąż wszczął pod tym względem awanturę to zrezygnowałam w ogóle z drugiego imienia. Uwielbiam patrzeć jak mój mały synek śpi. Wtedy wygląda identycznie jak Zayn. Marzyliśmy by mieć dwójkę dzieci i teraz tak jest. Syn jest jego potomkiem, natomiast Molly jest córką Eathana i moją. Założyłam rodzinę, jestem z tym kim chciał Zayn i się nie poddałam. Zrobiłam wszystko co chciał, ale co mi po tym? To mi go nie zwróci. Zamyśliłam się patrząc przed siebie. Poczułam dotyk na ramieniu i perfumy mojego męża, które dostał ode mnie na mikołaja.
-Możemy jechać do domu? - nie lubił tu przychodzić. Denerwowało go to, że nie kochałam go całą sobą. Wiedział, że Zayn jest dalej dla mnie najważniejszy, on dalej był częścią mnie nawet po tylu latach rozłąki.
-Tak, jedźmy ciocia i Derec pewnie czekają – otarłam łzy i wzięłam za rękę córeczkę ruszając na mężem i synem. Całą drogę do domu rodziny milczałam wspominając jak najlepsze czasy. Mijaliśmy każdy zakątek jaki znałam. Widziałam ławkę gdzie całowałam się z Harry'm, przejeżdżaliśmy obok London Eye, sali gdzie balowej tyle wspomnień. Tego dnia staram się mieć przed oczami te najpiękniejsze momenty w naszym życiu. Czasem mam ochotę stracić pamięć by nie czuć już tego bólu i nie wiedzieć, że kochałam kogoś tak bardzo. Ale potem zatrzymuje się w swoim myśleniu i mówię do siebie „ Chwila, chcę pamiętać. Chcę wiedzieć, że była osoba, która odeszła bym ja żyła..” I po tych słowach rozumiem co to znaczy mieć pamięć.
-Kupiłem ulubione wino Derec'a i kwiaty dla Veronici – odezwał się Eathan tak bym spojrzała na niego. Wiedział, że jestem wyłączona.
-To dobrze – tak, dobrze wszystko rozumiecie. Moja ciocia i mój lekarz wzięli ślub i mieszkają razem. Tylko nie w moim rodzinnym domu tylko w willi doktorka. Wszystko pięknie się układa, widzimy się raz czasem dwa do roku. A ja sama żyje w Ameryce dosyć dobrze pracując jako architekt wnętrz. Nie narzekamy jako rodzina na pieniądze, możemy pozwolić sobie na co tylko chcemy. Ja odkładam jakiś procent ze swojej wypłaty na fundacje chorych ludzi, który mają problemy z sercem. To było moje powołanie odkąd wyszłam ze szpitala. Nie chcę by ktoś cierpiał tak samo jak ja lub by się ktoś poświęcał tak jak Zayn. Wiem co druga połówka przechodzi po takim czynie i nikomu nie polecam takich chwil. Próby samobójcze są w głowie na pierwszym miejscu, ale jednak odganiają je myśli o obietnicy złożonej właśnie jemu. To mnie zatrzymało na świecie. Codziennie marzyłam by podciąć sobie żyły, albo wziąć garść tabletek i zasnąć, ale obietnica to obietnica. Natomiast kiedy moje dzieci wyszły na świat też już byłam pewna, że muszę być silna dla nich. Dlatego wszystko jest pięknie tylko nie wieczorami. Wtedy emocje puszczają najbardziej..
**
-Jak dawno was nie widziałam! Chyba urosłeś – moja ciocia zajęła się dziećmi. Stałam i witałam się z nimi wesoło rozmawiając.
-Ciociu! A Max ostatnio mnie ugryzł – krzyknęła Molly skarżąc się na starszego brata, który chciał ja uderzyć w ramię, ale napotkał moje spojrzenie i zaprzestał.
-Nie prawda, ona zaczęła – wyjaśnił chłopczyk potulnie się uśmiechając.
-Dobrze nie kłóćcie się już. Idźcie się pobawić, a potem może coś nam zaśpiewacie? - dzieci pokiwały głowami i pobiegły na piętro. Tam mają swój pokój zabaw, gdzie jest fortepian dla Maxa i mikrofon dla Molly. Oczywiście Mój syn odziedziczył talent w śpiewaniu po Zaynie. Tak samo pięknie ciągnie i można naprawdę wyobrazić sobie, że Zayn Malik żyje i za niedługo wejdzie na scenę gdzie przywita go milion fanek płaczących tak samo jak ja za nim cały ten czas. Najgorsze są te samobójstwa, które zostały popełnione kiedy on odszedł. One nie zdawały sobie sprawy, że ktoś je kocha. Były tak zauroczone w nim, że nie zauważyły rodziny, która teraz tak jak ja nosi żałobę.
-A co u was? Jess, jak praca? - ocknęłam się z zamyślenia popijając zieloną herbatę.
-Normalnie, praca jak praca. Dobre pieniądze, satysfakcja z pracy i ogólnie jestem zadowolona. Ale to już wiecie przecież Los Angeles jest dla mnie wyśmienite – odpowiedziałam zgodnie z prawdą, bo naprawdę po tylu latach mieszkania tam zakochałam się w tym mieście i ludziach, którzy są tak samo wspaniali jak w Londynie.
-To tak jak u nas. Derec ma jakiś wyjazd służbowy za tydzień tam w wasze strony może się spotkacie. Ja natomiast mam pracę w kraju i nigdzie się nie wybieram chwilowo – powiedziała uśmiechając się i nie spuszczając mnie z oka..
-To co Eathan zostawmy kobiety, a sami chodźmy sprawdzić moją piwniczkę – zaproponował Derec, co oznacza iż będą pić wytrawne wina, które są tam tak stare jak historia całego miasta. Kiedy wyszli ciocia przyszła do mnie i przytuliła tak bez słowa. Odwzajemniłam ten gest dając upust emocjom.
-Jak się dziś trzymasz?
-To już 6 lat ciociu bez niego. Mam ochotę zamknąć się gdzieś i płakać cały dzień patrząc na jego podobiznę – odpowiedziałam zgodnie z tym co czułam w sercu.
-Wiem skarbie, ale musisz dać radę, bo Eathan ciężko to znosi.
-Nie będę nigdy wiedzieć co czuje mój mąż, bo ja czuje co innego jeśli chodzi o ten zgryźliwy dla niego temat. Nie wiem czy byłabym z nim, gdyby nie Zayn. To takie chore ciociu – załkałam nie puszczając jej ze swoich objęć. Czułam jak gładzi moje plecy szepcząc, że rozumie i wszystko będzie dobrze, ale nie będzie ja to wiem. Nagle nasze smutki przerwał dzwonek do drzwi. Kobieta wstała i poszła otworzyć. Ja podkuliłam nogi i siedziałam patrząc bez mrugania w jeden punkt na ścianie. Była to sklejka zdjęć moich, cioci, dzieci, ale z boku niby nie widoczne dla innych oczu było moje i jego zdjęcie z sylwestra. Wyglądaliśmy na szczęśliwych i zakochanych. Pamiętam jak przepraszał mnie publicznie i wyznawał miłość jakby to było wczoraj.
-Wchodźcie, trafiliście doskonale w czasie – prowadziła gości ciocia do salonu gdzie siedziałam dalej patrząc na zdjęcia. Kiedy weszli to spojrzałam w tamtą stronę. Wstałam ocierając o czy i podbiegłam by się do nich przytulić.
-Chłopaki, tęskniłam – wyszeptałam ocierając łzy i szeroko się uśmiechając.
-A my to nie? Przylecieliśmy specjalnie z Niemiec dla Ciebie w ten dzień – wyjaśnił Niall ściskając mnie mocno.
-To wiele dla mnie znaczy..
-Dla nas – poprawił mnie Eathan wychodząc z pokoju z Derec'iem. Spojrzałam na niego z uniesioną brwią, ale tylko tuszył ramionami. Chłopaki się przywitali podaniem ręki. Nie przepadają za sobą w jakiś szczególny sposób. Zrobiła się chwila niezręczności, ale przybiegły dzieciaki.
-Wujek Niall, Louis, Liam i Harry – krzyknął Max wskakując na ich ramiona.
-Mamy prezenty – oznajmił Hazz dziko się szczerząc i wyciągając zza pleców małe opakowania ładnie zapakowane dla moich pociech. Z uśmiechami wzięli dziękując i zaczęli rozpakowywać. Natomiast my zajęliśmy się rozmową. Chłopaki opowiedzieli jak mijają im miesiące na trasie koncertowej, Harry oznajmił, że wreszcie możemy się szykować na ślub. On jako jedyny do niedawno był sam. Niall ożenił się z Ellie, Liam i Rose są razem, ale bez ślubu, a Louis miał małą wpadkę ze swoją dziewczyną i spodziewają się dziecka i ślubu. Więc czekają mnie dwa śluby. Rozmawiając o tym wszystkim zapomniałam chwilowo o smutku. Jednak przed wyjazdem jutro mam zamiar jeszcze się tam udać i zanieść czarną róże na grób to taka moja tradycja..
**
Jak tylko chłopaki opuścili nasz dom udając się na cmentarz poszłam do sypialni położyć się. Ciocia miała położyć moje dzieciaki, a po chwili przyszedł do mnie Eathan kładąc się i przyciągając moje ciało do jego. Gładził ręką mój brzuch i całował szyi. Westchnęłam głośno zamykając oczy i myśląc nad jutrzejszym powrotem do domu.
-Jess ? -spytała szeptem brunet.
-Hmm?
-Wiem, że on był dla ciebie ważny i pewnie dalej będzie. Ale czy mogłabyś chociaż spróbować zapomnieć o nim, gdy jesteśmy sami? -jego prośba mnie wybiła z tropu. Nigdy mu o tym nie mówiłam i nie okazywałam, że podczas zbliżeń widzę Zayn'a..
-Przecież jak jesteśmy sami to nie myślę już o Zaynie.. - skłamałam wiedząc co robię.
-Nie kłam, proszę. Tak bardzo cię kocham, że chciałbym jednak być tym jedynym – odpowiedział, a w jego głosie słychać było ten ból, kiedy zawsze mówimy o Nim.
-Porozmawiamy jutro, proszę nie dziś – otarłam łzę lecącą po moim policzku i chciałam się odsunąć od mężczyzny, ale nie pozwolił za co mu dziękuje, bo potrzebowałam tego wsparcia...
**
-Jeszcze zajedź skarbie na cmentarz muszę się pożegnać – usłyszałam jego głośne westchnięcie, ale pojechał tam gdzie kazałam. Wyszłam sama z samochodu i poszłam tam gdzie wczoraj. Położyłam czarny kwiat na pomniku obok nowych zniczy, które najwidoczniej są z wczoraj od chłopaków. Usiadłam na ławeczce patrząc przed siebie. Wyjeżdżam i wracam za rok. Wtedy się znowu zobaczymy w tym samym miejscu, o tej samej porze i znowu z tym czarnym kwiatkiem co teraz tutaj dałam. Jak zwykle będę płakać, prosić, przepraszać i żegnać się jak teraz. To już jest moją tradycją jeśli chodzi o ten dzień jeden z najważniejszych dla mnie.
-Więc znowu się żegnam, wrócę za rok do Ciebie. Jadę do nowego życia, które rozpoczęłam kilka lat temu specjalnie dla Ciebie. Twój syn rośnie i będę go pilnować. Ale wiesz co mnie boli najbardziej? To, że dalej będę na ulicy wypatrywać twojej twarzy, że kiedy będę z nim w łóżku i poczuje jego dotyk to pomyślę o Tobie. Wszystkie czynności wykonywane z nim są tak jakbym to robiła z tobą. Nie mogę funkcjonować inaczej. Zmarnowałam mu życie, ale obiecałam prawda? Zayn, jestem bezsilna, ale walczę. Jednak wczoraj jego słowa uderzyły we mnie i zastała mnie chwila zastanowienia. Może powinnam spróbować? Może właśnie oczekujesz ode mnie pokochania go tak jak kochałam Ciebie? - spytałam patrząc w górę. - Ale taka miłość nie zdarza się dwa razy, składam nową obietnicę, będę z dnia na dzień próbować, ale nie obiecuję, że zapomnę o Tobie to się nie zdarzy, Kocham cię – wyszeptałam wstając i jak najszybciej wychodząc z tej alejki. Łzy same się cisnęły do oczu. Musiałam chwilę odczekać, żeby dzieci i On nie zauważyli co jednak jest mało prawdopodobne. Odetchnęłam głęboko spoglądając w niebo. Przeleciało nade mną stado białych gołębi, które uznałam za znak lepszego jutra. Wiem, że on jest ze mną. Z lekkim uśmiechem wróciłam do samochodu gdzie moje pociechy zaczynały już wariować, a mąż wychodził z siebie.
-Możemy? - spytał kładąc rękę na moim kolanie. Spojrzałam na nią i złączyłam nasze dłonie. Zaskoczyłam go tym gestem co było widać po jego wzroku.
-Wracajmy do domu – uśmiechnęłam się, próbując nie płakać. Odwróciłam wzrok na okno i spojrzałam w górę. Robię to tylko i wyłącznie dla Ciebie, żebyś był zadowolony i wiedział, że dalej cie kocham i nie przestanę nigdy, aż do końca moich dni.
-Kocham cię Jessi – szepnął Eathan ściskając moje kolano. Wciągnęłam gwałtownie powietrze do płuc próbując coś odpowiedzieć. Nie mówiłam mu tego często, słyszał to może raz - dwa w miesiącu. Ale przyzwyczaił już się do okazywania takich uczuć jak ja to robię. Przygryzłam dolną wargę cały czas patrząc przez okno. Odwróciłam się do niego i zobaczyłam Zayn'a... Jedna sekunda. Serce zaczęło bić jak oszalałe. Oczy się zaszkliły z dużym uśmiechem. Jednak kiedy tylko mrugnęłam to wróciłam do rzeczywistości widząc już mojego męża. Nie mogłam uwierzyć w to co właśnie się wydarzyło. To jakiś znak? Mam halucynacje i już po mnie? Może nie mam zapomnieć? To co się ze mną dzieje jest nie do opisania w normalny sposób..
-Będę próbować, ale jest to dalej dla mnie ciężkie, przepraszam jak cie zawiodę – odpowiedziałam bacznie przyglądając się jego reakcji, jednak tylko się uśmiechnął.
-Razem przez to przejdziemy – pokiwałam głową sięgając do torebki po telefon. Włączając go od razu w oczy rzuciło mi się moje tło – Zayn. Ponownie go dziś widzę. Wszystko znów wróciło w jednym momencie, ale próbować można wiele razy i ja spróbuje dla niego..
Wracam do domu, nowego domu bez niego z nową rodziną. Lecz w sercu mam dalej go i jakby mnie torturowano nikt go stamtąd nie wyrzuci, ale może dam rade podzielić serce na dwie połowy. Zobaczymy co przyniesie jutro, nowe jutro, które musi być ..
KONIEC! ; c 

________________________________
Hej kochani! Piszę tu do was ostatni raz... :/
Płaczę i nie wiem co napisać... 
Czuje smutek i małą pustkę, bo kończę coś dzięki czemu zaczęłam być Directioners ;/ To taki mój mały był początek do wielkiej miłości do chłopaków ; < 
Widzę po waszych komentarzach, że zdania są podzielne jeśli chodzi o koniec bez happy endu.. 
Dlatego tak myślę i tak jak zaproponowałam w jednym z komentarzy, że nie napiszę 2 części, bo raczej nie dam rady ; // Ale mogę zrobić takie ala bonusowe rozdziały. Tylko nie wiem czy będzie wam się podobało życie bez Zayna w tym opowiadaniu? Napiszcie co sądzicie na ten temat, bo to ważne jeśli chcecie jeszcze bym was tutaj męczyła ; * 
A teraz takie pożegnanie i podziękowania...
BARDZO DZIĘKUJE WSZYSTKIM, KTÓRZY ZE MNĄ BYLI, CZEKALI NA ROZDZIAŁY CIERPLIWIE, I KOMENTOWALI, A TAKŻE PO PROSTU CZYTALI MOJE WYPOCINY... 
Takie szczególnie podziękowania mam do na pewno 2 osób..  
Edyta Swiderska - kochana tak bardzo dziękuje, że byłaś ze mną i dzieliłaś się swoją opinią na temat rozdziałów. Kocham cie tak bardzo i przepraszam jeśli cie zawiodłam zakończeniem wybacz ;c Ale dla Ciebie bym napisała chętnie takie bonusy ; ** 
Pauli Cwynar - przepraszam kochana za dodanie rozdziału w twoje urodziny ;/ tak samo cie kocham i tak jak pisałam odp. do twojego komentarza jesteś jedna z osób dla których warto pisać ^^ 
Dziękuje również każdej osobie, która tu była od samego początku i śledziła moje gorsze rozdziały i te lepsze ; ) Nie jestem w stanie każdego wymienić, bo raz ktoś skomentował, a potem nie i tak trudno znaleźć takich pewne osoby, ale no nie ważne, bo KOCHAM każdego kto tu był i czytał ;* 
Może kiedyś wrócicie do tego opowiadania przypominając sobie, że była taka dziewczyna z marzeniami i napisała fajne ff ; 3 
Na dzień dzisiejszy jest 484 komentarzy 
69 039 wyświetleń 
Prawie jestem tu 2 lata z wami za co dziękuje jeszcze raz ; * 
Możecie mnie znaleźć od dziś tutaj, bo tam uaktywniam nowego bloga ; * 
JESZCZE RAZ DZIĘKUJE I DAJCIE ZNAĆ CO MYŚLICIE O BONUSACH, A NA PEWNO COŚ WYMYŚLE ; C 
Teraz idę trochę smutać, ale było warto tylko pożegnania tak bardzo bolą ; ccc
Kocham i już tęsknie ; (( 
Wasza Misia.. 




piątek, 25 września 2015

Rozdział 59.

Polecam jakąś wolną piosenkę włączyć np. Birdy, Say Something.. 
**Oczami Zayn'a**
-Stary nie pierdol.. - skończyłem załatwiać z nim sprawę płacząc na końcu co nie było podobne do mnie. Ale wiem, że teraz mnie gówno obchodzi zdanie innych na mój temat.
-Masz to zrobić, jasne? - powiedziałem opanowanym głosem podpierając się o ścianę. Minęła jakaś godzina odkąd tutaj gadamy.
-Jeśli tego chcesz – odparł. Jestem pewny, że zrobi to najlepiej jak trzeba, a ja mu ufam jako jedynemu chłopakowi w tym świecie, którego coś łączy z Jess. Chociaż zawsze był dla mnie konkurentem. Otarłem łzy i udałem się do mojej dziewczyny, która właśnie leżała cała blada na sali z ciocią, która płakała z nią rozmawiając.
-Na reszcie – wyszeptała bez sił.
-Musiałem załatwić parę spraw – odparłem wchodząc w głąb pokoju i łapiąc ją za lodowatą rękę.
-Chcę spędzić ostatnie godziny z tobą.
-To nie są twoje ostatnie godziny tylko pierwsze – uśmiechnąłem się blado. Nie mogłem wytrzymać nic jej nie mówiąc. Czułem jak bicie serca mi przyśpiesza, gdy łapię ją za rękę. Powiem jej, to się za niedługo stanie, a ona zrozpaczona się nie pozbiera. Ale będzie żyć co jest dla mnie najważniejsze w tym jebanym momencie na tym pojebanym świecie. Wszystko co chcemy by było dobrze to jakie nam wychodzi? No właśnie popierdolone! Jestem taki wkurwiony, nie na to iż odejdę. Jestem wściekły, bo nie założę rodziny z Jessicą i ona będzie żyć beze mnie.
-On dobrze mówi, skarbie. Nie możesz się poddać – odezwała się kobieta wstając z krzesła.
-Jest Ellie i reszta? - spytała brunetka patrząc na mnie. Pokiwałem głową.- Możesz ich zawołać? Chciałabym się pożegnać – z jej pięknych oczu popłynęły łzy, które otarłem kciukiem.
-Wszyscy są na korytarzu i czekają, aż wyjdziesz cała szczęśliwa z tego chorego miejsca – muszę być dla niej optymistą co mi średnio wychodzi. Nie wiem jak się zebrać do powiedzenia tego wszystkiego chłopakom, którym no muszę to powiedzieć.
-Zawołasz ich? - wstałem i ostatni raz na nią patrząc wyszedłem na korytarz gdzie wszyscy byli w grobowych nastrojach jak ostatnio kiedy tu byliśmy.
-Chce widzieć Ellie – powiedziałem na co dziewczyna zeszła z kolan Horana, gdzie siedziała płacząc i pognała do sali ocierając ostatnie łzy, ale miała czerwone ślady od nich więc raczej Jess zauważy.- Musimy chłopaki pogadać, chodźcie – szedłem prosto trzymając ręce w kieszeni. Patrzyłem pod nogi i myślałem. Myślałem nad sensem tego wszystkiego co się dzieje wkoło nas. Dotarliśmy na pusty korytarz więc mogłem zacząć mówić.
-Chodzi o Jess? - spytał przerażony Payne stając koło mnie.
-Chodzi o jej dawcę – zacząłem niepewnie nie patrząc w ich stronę tylko na swoje buty.
-Co z nim nie tak? - spytał Niall patrząc przenikliwie w moje oczy, które uniosłem na niego. Palił mnie jego wzrok, a mi chciało się w tym momencie płakać.
-Nic nie rozumiecie – uderzyłem zdenerwowany w ścianę.
-Spokojnie, po prostu powiedz nam – odezwał się Louis stojąc obok Harr'ego, który patrzył cały czas na mnie.
-Dawca ma się dobrze – przełknąłem gulę rosnącą w moim gardle by móc normalnie resztę powiedzieć.
-To chyba dobrze, czemu nas straszysz? - spytał Hazz posyłając mi blady uśmiech.
-Bo to ja oddam jej serce – wyznałem ze łzami na co wszyscy zamilkli nie wiedząc co zrobić. Uśmiechy nawet te słabo widoczne zniknęły w ułamku sekundy. Oczy się poszerzyły, a twarze stały się jeszcze bardziej bledsze niż przedtem.
-Co ty kurwa pierdolisz?! Jak to ty?! Przecież mamy dawcę – zaczął się denerwować Liam i złapał się za głowę co często robił, gdy miał trudną sytuację do przegryzienia.
-Bo to ja od początku jestem tym jebanym dawcą. Zrobię dla niej wszystko rozumiecie? Oddam jej część mnie – wyznałem patrząc na każdego po kolei. Payne potrząsnął mną lekko i po chwili puścił i zakrył oczy rękoma kucając przy ścianie. Niall stał w miejscu z oczami utkwionymi na mnie, Louis odwrócił się, a Harry stał i po prostu płakał.
-Nie możesz tego zrobić – wychlipał Horan podchodząc do mnie. Uściskałem go mocno tak jak się robi na pożegnania.-Nie żegnaj się, nie rób nam tego – odwzajemnił uścisk. Stałem z nim jak z bratem, bo ta czwórka idiotów to tak naprawdę moja druga bliska rodzina. Jeśli spędza się z kimś 5 lat codziennie się widząc i pracując razem to do czegoś zobowiązuje. Kocham ich jak braci, których nigdy nie miałem. Nie wiem jak dalej będą pracować beze mnie, ale wiem, że dadzą sobie radę. Gdyż dla fanów jesteśmy w stanie zrobić wszystko czyli nie można się poddać. Sam nie wiem co się ze mną stanie. Co będzie z Jess? Czy będzie miała piękną córkę? A może przystojnego syna, którego nauczy śpiewać lub grać w piłkę? Mam nadzieję, że jej się jednak ułoży i spełni swoje najskrytsze marzenia. A w drugim życiu będzie nam dane spotkać się na nowo i zacząć wszystko od początku, bo miłości nie da się z niszczyć. To uczucie jest wieczne mimo że zabraknie jednej połówki serca na ziemi. Druga połówka da sobie radę i znajdzie bandaż, który zaklei rany. A chłopaki? Nie przestaną być najwspanialszym zespołem na świecie.
-Stary to co robisz to wielki szacun za to – podszedł do mnie Harry i mocno uścisnął. Mimo, że odbiłem mu dziewczynę to jest dla mnie bratem. Te chwile są dla nas ostatnimi chwilami razem co jeszcze bardziej mnie dobija. Dobija mnie widok moich przyjaciół płaczących nie ze szczęście jak to było w 2010 roku lecz teraz żegnamy się i to tak naprawdę. W tym życiu już ze sobą nie stworzymy żadnej piosenki, ani nie zaśpiewamy razem. 

-Czemu wcześniej nie powiedziałeś?! Nie chcę stracić przyjaciela i brata w jednym – krzyknął Liam wpadając w moje ramiona. Mocno go uścisnąłem i w końcu dałem ponieść się emocją.
-Nie chciałem psuć nikomu tych kilku dni wakacji, które spędzaliśmy miło – odpowiedziałem trzymając go mocno w uścisku. Dalej nic nie mówiliśmy tylko płakaliśmy jak baby i się przytulaliśmy. To pożegnanie jest okropne, a to początek gdzie na końcu czeka mnie moja miłość, której też muszę to powiedzieć. Ta godzina spędzona z nimi to zdecydowanie za mało. Nie rozmawialiśmy tylko staliśmy i nawzajem patrzyliśmy na siebie. Zdaliśmy sobie sprawę, że na Dominikanie ostatni raz razem śpiewaliśmy i byliśmy wspólnie na scenie. To jest okropne uczucie no kurwa dlaczego trzeba się żegnać?! Jednak musieliśmy wracać do znajomych i do Jess. Kazałem chłopakom pożegnać ode mnie moją rodzinę i fanów nagraniem, które nagrałem kilka dni temu. Zostawiłem to w walizce i dla Jess też nagrałem coś za co będzie mogła mnie dobrze lub źle wspominać. Innym nic nie chciałem mówić, już i tak chwilowo 6 osób wie. Dlatego teraz zostało mi zrobienie jakiś badań na, które się udałem. Doktor Derec przyjął mnie od razu i zrobił to co musiał. Byłem gotowy na wszystkie zastrzyki i inne medyczne sprawy. W międzyczasie rozmawiałem z nim, że to on ma przeprowadzić ten przeszczep i na nikogo innego się nie zgadzam.
-Ona słabnie więc masz godzinę i musimy zacząć operację – powiedział kiedy ubierałem się i wyszedłem.
Pognałem do Jessici, która wreszcie musi się dowiedzieć. Dostaliśmy tylko jebaną godzinę. Ostatnią godzinę wspólnego życia, miłości, czułości i prawdy, która boli. Szedłem korytarzem nie patrząc na ludzi, których potrącałem. Musiałem tam jak najszybciej zdążyć by móc się...pożegnać. Dotarłem na korytarz gdzie już z daleka słyszałem płacz Ellie i dużo przekleństw lecących z ust chłopaków. Zatrzymałem się w miejscu by pomyśleć. Musiałem poukładać wszystkie emocje, które teraz wzięły nade mną gór. Miałem ochotę się wyżyć na czymś lub kimś. Oparłem się o ścianę i zamknąłem oczy. Nie mogłem uspokoić oddechu, który przyśpieszał z każdą myślą o tym co zaraz muszę zrobić. Ogarnęła mnie fala smutku, gniewu, nienawiści i szczęścia. Byłem cholernie szczęśliwy, bo oddam życie osobie, które jest dla mnie życiem. Ona jest tym co mnie pobudza do jakiegokolwiek działania, każda myśl związana z jej miłością, z jej uśmiechem z całą nią jest dla mnie jak zbawienie na dalsze dni. Nigdy wcześniej tak nie kochałem żadnej osoby. Szybko odetchnąłem i wyszedłem zza zakrętu. Oczy moich przyjaciół zaszklone wylądowały na mnie. Pokiwałem do nich głowami i wszedłem bez pukania do sali 303. Kobiety razem leżały na łóżku i rozmawiały.
-Czy może nas pani zostawić? - spytałem wchodząc w głąb pomieszczenia. Pani Veronica wstała i wychodząc złapała mnie ze łzami w oczach za ramię. To znak, że nie może już dać sobie rady z tym cierpieniem. Oczywiście ma we mnie wsparcie. Pewnie nie może doczekać się operacji dla swojej chrześnicy. Wyszła bez słowa i zostawiła nas samych. Jess poklepała łóżko bym podszedł i usiadł koło niej. Zaciągnąłem nosem i ruszyłem do niej. Usiadłem łapiąc ją za rękę.
-Więc mamy ostatnie chwile dla siebie, tak? - spytała patrząc na mnie ze łzami. Ludzie tyle łez wylewając z siebie całymi dniami w szpitalach, że to powinno zacząć być płatne.
-Musimy to znaczy ja muszę Ci coś wyznać – zacząłem niepewnie.
-A możesz najpierw mi coś zaśpiewać? Mam ochotę na coś wolnego i romantycznego w jednym – przerwała moje wyczekiwanie. Słyszałem ostatnio w radiu piękną piosenkę All Of me więc przypominając sobie jej słowa zacząłem śpiewać refren.

Cause all of me
Loves all of you
Love ypur curves and all ypur edges
Allyour perfect imperfections
Give ypur all to me
I'll give my all to ypu
You're my and and my beginning
Even when I lose I'm winning
Cause I give you all of me
And you give me all of you...

Skończyłem patrząc w jej oczy, które były mokre. Moje też więc się dopełnialiśmy w tej chwili.
-Będę za tym tęsknić – wyszeptała wtulając się we mnie.
-A ja będę tęsknić za tym – powiedziałem łapiąc ją za podbródek i całując z miłością jaka nas łączyła. Nie chciałem jej puszczać z objęć ani się odzywać. Ale niestety musiałem.
-Co chciałeś mi powiedzieć?
-Że muszę odejść – zacząłem myśląc nad dalszym ciągiem wypowiedzi.
-Jak to odejść? Chcesz mnie teraz zostawić? – przeraziła się, a to chyba nie tak miało wyglądać.
-Nie chcę, ale muszę. Kocham cię, ale będzie lepiej jak teraz się o tym dowiesz i..
-To jest zerwanie? - jej warga zaczęła lekko drgać. Opuściłem głowę nie mogąc wydobyć z siebie słowa. Przecież to nie tak. Czemu wszystko musi być takie utrudnione? No kurwa. Uniosłem wzrok na Jess, a ta cała blada przyglądała się wyczekująco mojej twarzy.
-Kocham cię głupolu! Ja po prostu żegnam się... Będziesz żyła, a ja..
-Zayn? Co ty starasz się mi powiedzieć?! -krzyknęła, a raczej próbowała, ale przez brak sił nie wyszło to jak zawsze. Wstałem i odwróciłem się do niej plecami. Zacisnąłem powieki, aż poczułem ból.-Mów nie wytrzymam dłużej – usłyszałem jak te wszystkie maszyny do, których jest przypięta zaczynają głośno pikać. Spanikowany odwróciłem się do niej i przykucnąłem przy niej. 
-Będziesz żyła mając część mnie w sobie – powiedziałem, a ona nie zrozumiała. Dopiero po chwili przestała się ruszać i oddychać.
-Co? Nie, nie, nie, nie, nie – kręciła głową gwałtownie się szamocąc.
-Uspokój się, musisz żyć rozumiesz? - spytałem łapiąc jej głowę. Patrzyła w moje oczy i dalej nią kręciła nie chcąc przyjąć tej wiadomości do siebie.
-Bez ciebie to nie będzie miało sens, Zayn nie rób tego – histeryzowała i rzuciła się w moje ramiona. -Nie dam rady na tym świecie bez ciebie. Błagam nie rób mi tego, pro-sze-e-ee – łkała ściskając prześcieradło i uderzając drugą pięścią w łóżko.
-Ale musisz, rozumiesz? Teraz mnie posłuchaj – wytarłem kciukiem jej łzy, a ona skupiła na mnie całą uwagę.
-Proszee, nie ty – kręciła dalej głową, a maszyny robiły się coraz głośniejsze.
-To ja proszę – przerwałem jej.- Zrobisz to co Ci powiem dobrze? - pokiwała głową.- Masz się zakochać ponownie i mieć rodzinę tak jak chcieliśmy my mieć. Nie poddasz się i dasz sobie pomóc szczególnie Eathanowi i masz .
-Nie! Nie kończ. Nie mówisz tego poważnie, prawda? Zaraz się obudzę. Tak! To tylko sen, uszczypnij mnie – zaczęła sama się szczypać po rękach. Złapałem ją za nie i trzymałem patrząc jak macha głową szukając innego wyjaśnienia.-Czemu się nie budzę?! Przecież to mi się śni, albo może już umarłam? To prawda? Powiedz, że tak błagam – pierwszy raz widziałem w takim stanie jakąkolwiek osobę. Bolało mnie strasznie patrząc na jej bezradność i cierpienie w jednym. Jak mogę jej pomóc?
-Jessica uspokój się – powiedziałem na siłę przyciągając jej ciało do swojego. Czułem jak jej klatka piersiowa szaleje i maszyny w tym momencie wszystkie wszczęły alarm. Do pomieszczenie wpadła jej ciocia, przyjaciele i pielęgniarki.
-Proszę puścić pacjentkę – kazały mi się odsunąć nie wiedząc, że to nasze ostatnie spotkanie i nie chcę jej puszczać. Nie zrobiłem tego, ale one odciągały mnie na siłę od mojej ukochanej.
-Niee! Zayn, proszę! Nie! Zostawcie mnie! Zostawcie mnie wszyscy! Zayn! - krzyczał szarpiąc się w ramionach pielęgniarek, które kazały jej siedzieć i odciągały ją ode mnie, a same coś robiły przy maszynach.
-Proszę się uspokoić! Pogarsza pani swój stan. Zaraz przyjdzie doktor i zabierze panią na operację – właśnie ja też powinienem już opuścić pomieszczenie i pójść na operację. Wyszarpałem się i podbiegłem do dziewczyny, która rzuciła się w moje ramiona.
-Nie zostawiaj mnie – szlochała w moją szyję. A jednocześnie złapała się za klatkę.-Błagam nie odchodź, niech ten ból zniknie!- zajęczała, ale nie puszczała mnie. Nie chciałem jej zostawić, ale nie miałem innego wyjścia widząc jej cierpienie nie tylko przeze mnie, ale i przez ból, który dawało jej serce. Ostatni raz zaciągnąłem się zapachem kobiety, która jest dla mnie wszystkim. Złapałem za jej podbródek i patrząc w czerwone oczy złączyłem nasze usta w pocałunku. Nie zwykłym. Lecz pełnym pragnienia, miłości, pożądania, wieczności i obietnicy.
-Będziemy kiedyś razem, obiecuję – przyrzekłem ponownie ją całując i trzymając blisko siebie. Czułem jej słone łzy na swojej twarzy. Czułem jak kręci głową z niedowierzaniem co się właśnie dzieje.
-Proszę wyjść z sali! - krzyknął do mnie lekarz wchodzący na salę by sprawdzić stan zdrowia Jessici. Ostatni pocałunek złożyłem na jej czole i patrząc w oczy wstałem.
-Nie zostawiaj mnie – szeptała patrząc na mnie i nie puszczała mojej reki. Błagała mnie wzrokiem bym został. Nie mogłem, musiałem wyjść i jak najszybciej oddać jej to co się jej należy. A ja cóż idę do piachu, lecz idę dla kogoś kto jest dla mnie wszystkim.
-Bardzo panią proszę o uspokojenie się – lekarz kazał mojej dziewczynie usiąść i spokojnie dać się zbadać, lecz ona nie chciała się słuchać.-Tym tylko pogarszasz swój stan – zapewnił patrząc na mnie i kazał bym wyszedł. Musiałem, do chuja nie chciałem się ruszać, ale musiałem. Chciałem patrzeć na nią i być z nią do końca swoich dni. Do starości i jeszcze dłużej. Nie mogłem, bo los chciał ją w jakiś sposób ukarać by odeszła. Jednak nie tym razem! Ja jestem jej wybawicielem i niech los się jebie. Ona ma całe życie przed sobą i mnóstwo perspektyw na życie. O mnie zapomni i będzie żyła dalej jakby mnie nigdy nie spotkała.
-Zayn, kocham cię nie odchodź – puściłem jej rękę. - Nie! Błagam, niee – chciała wstać, ale jej zabroniono.
-Kocham cię Jessica Milton i nigdy nie przestanę. Bądź szczęśliwa, kocham cię – odwórciłem się by wyjść na zewnątrz. Ostatni raz spojrzałem w jej stronę. Próbowała wyrwać się i do mnie podbiec, ale nie danoi jej takiej możliwości.
-Zostawcie mnie! Zayn! Kocham cię! Nie proszę nie, nie – łkała patrząc jak odchodzę. Ostatni raz widziałem ją i wyszedłem zamykając drzwi. Oparłem się o nie płacząc. Chłopaki podbiegli do mnie też zalani łzami. Chyba każdy słyszał co się właśnie stało. Przytuliłem ich i udałem się jak najszybciej do sali 200 by oddać życie. W drodze tam całe moje życie przeleciało mi przed oczami.
Najpierw sprawy z rodziną. Poznanie chłopaków. One Direction. Fani. Koncerty. Imprezy. Perrie. Trasy. Płyty. Przyjaciele. Zabawa. Szczęście. Spotkanie Jessici. Przyjaźń. Miłość na wieczność, która została przerwana. Widziałem wszystkie nasze pocałunki, wzloty i upadki. Złapałem się za głowę i przystanąłem przed drzwiami do środka. Złapałem oddech.
-Kocham ją i nie przestanę – powiedziałem sam do siebie i wszedłem do środka gdzie już czekał gotowy lekarz.
-Musimy się śpieszyć 0 wezwał pomoc, a ja musiałem się udać do przebieralni. Ściągnąłem ciuchy i założyłem fartuch, który mi dali. Pomału wszystkiego się pozbyłem patrząc na siebie ostatni raz w lustro. Nie zobaczę już samego siebie. Nie spojrzę na nikogo z moich bliskich. Moje tatuaże już nie będą się dla mnie liczyć, bo ich nie ujrzę. Stojąc przed lustrem i przebierając się zdałem sobie sprawę, że za jakieś 30 minut Zayn Malik wokalista zespołu One Direction odda serce dziewczynie, którą kochał. A sam umrze. Fani będą zrozpaczeni, a mama? Nie myślałem o niej. Na szczęście wiem, że mnie kocha tak samo siostry więc zostawiając nagranie dla nich dobrze postąpiłem w taki sposób się żegnać. Założyłem fartuch i jeszcze napisałem na Twitterze „ Do zobaczenia w drugim życiu xx Zayn” Odłożyłem komórkę do spodni, które potem mają oddać chłopakom by zajęli się moim telefonem i rzeczami. Natomiast moja połowa zarobków została przepisana prawnie na Jess. To lekkomyślne, ale ona zasługuje na wszystko co najlepsze. Ruszyłem do sali operacyjnej. Położyłem się na łóżko. Derec powiedział mi co najpierw zrobią. Więc byłem gotowy na wieczny sen. Nim to jednak nastało miałem do niego prośbę.
-Przeprowadzisz przeszczep Jess, prawda? - pokiwał głową i szukał jakiś narzędzi.- A mógłbyś jej powiedzieć moje ostatnie słowa przed śmiercią?
-Jeśli taka jest twoja wola to muszę ją spełnić – spojrzał na mnie z szacunkiem.-Nie każdy jest w stanie oddać w tak młodym wieku serce dla dziewczyny. - dopowiedział.
-Jednak ja ją kocham. I chcę byś jej powiedział, że była moją ostatnią wspomnianą myślą przed śmiercią i by się nie poddała nigdy tak samo chłopaki muszą dalej razem grać. To tyle.- ułożyłem się wygodnie zamykając oczy. Przyłożono mi przyrząd do ust bym wdychał jakiś usypiający i znieczulający gaz.
-Podziwiam cię Zaynie Maliku – usłyszałem i ostatni raz spojrzałem na niego. Żegnaj świecie. Opiekuj się dobrze moją kruszyną i moimi przyjaciółmi. Zamknąłem oczy i zakończyło się moje życie....

...............................
Płaczę ;c 
Jest to ostatni rozdział, a za niedługo będzie też epilog ; < 
Przepraszam za nieobecność, ale liceum ... ;/ 
Mam dużo problemów teraz na głowie, a do tego ten rozdział. No kurna... Jeśli nie jest on dla was smutny to jestem do dupy.. ;c Bo ja czytając go i pisząc chyba co stronę się wzruszałam i jeszcze słuchałam smutnych piosenek, które dodawały mi "kopa".. 
Tak bardzo się związałam z tym opowiadaniem ;/ Porażka, ale jak te zakończę tak na dobre to zacznę dodawać na bieżąco rozdziały na tym nowym więc nie zniknę na pewno z internetu, bo to kocham robić ^^ 
Piszcie jak wrażenia. Zastanawiałam sie nad 2 częścią, ale jednak nie. Przepraszam, ale 60 rozdziałów, a dalej bym pewnie miała jakieś pomysły, ale to nie to samo ; / 
Data dodania rozdziału jest trochę związana z "pół roku bez Zayn'a w 1D."
Więc musiałam dziś napisać 6 kartek rozdziału w kilka godzin i to jeszcze według mnie okej wyszło ;< Dobra nie męczę ;/
Kocham was mocno! ; 3 

CZYTASZ=KOMENTUJESZ! ; * 

sobota, 12 września 2015

Nominacja ! ^^

Hej kochani ; ) przepraszam, że to nie rozdział. Ale mam prośbę ^^ otóż mój blog
Został nominowany  do bloga miesiąca ! I potrzebuje teraz waszego wsparcia ; ** nie zmuszam,ale byłoby mi i Ani miło mieć trochę głosów ;D to duże wyróżnienie. Przynajmniej ja tak myślę i jest to dobry taki nowy start bez jednej z naszej załogi ^^
Wiec jeśli macie chwile to kliknijcie na
Klik
I tam na You are fire starting in my heart.
Z góry bardzooooo dziękuję ;***
A co do rozdziału to jutro go zacznę, ale nic nie obiecuje, bo jednak będę płakać :///
Jeszcze raz dziękuję i całuje mocno ! ; ****

niedziela, 6 września 2015

Rozdział 58.

Rozdział 58!
-Dlaczego mnie nie obudziliście?! - zerwałam się z łóżka na równe nogi słysząc krzyki dobiegające z dołu. Przetarłam oczy oraz się wyciągnęłam. Poczułam się trochę lepiej, ale jednak boli. Dlaczego musi boleć jak mam jeszcze parę miesięcy? Wstałam z łóżka ubierając klapki i podeszłam do drzwi by lepiej słyszeć o co im chodzi.
-Mieliśmy cię obudzić kompletnie zalanego ?! I co byś zrobił? Wstał i nam pomógł? - odezwał się Liam z tego co słyszę to jest trochę zdenerwowany, a to u niego rzadkość.
-Nie wiem kurwa, a co jakby jej się coś stało, a ja bym to przespał?! Nie pomyśleliście o tym – odpowiedział, a ja poczułam jak coś mnie zakuło oraz moje poliki zaczęły być mokre od łez.- Nie mógłbym się nawet pożegnać – ledwo to dosłyszałam i zalałam się łzami. Usłyszałam czyjeś kroki więc pognałam do łóżka. Położyłam się na boku, tyłem do drzwi. Drzwi się otworzyły. Któryś z chłopaków wszedł i szedł w moją stronę. Jak zawiał wiatr poczułam dobrze mi znane perfumy. Kiedyś mu je kupiła i dalej ich używa? To był Harry. Zamknęłam oczy, żeby nie zobaczył moich łez. Usłyszałam jak stanął w miejscu i pewnie na mnie patrzył. Korciło mnie by się odwrócić i zobaczyć. Otworzyłam oczy i spojrzałam na niego. Miał zaczerwienione oczy, a gdy ujrzał moje tęczówki blado się uśmiechnął.
-Jak się czujesz? - spytałam podchodząc i siadając na krawędzi łóżka. Otarłam poliki unosząc ciało do pozycji siedzącej co jednak było dobrym pomysłem. Odetchnęłam świeżym powietrzem i dopiero teraz zobaczyłam, że na Dominikanie pierwszy raz odkąd tu jesteśmy pada i jest chłodniej niż zwykle.
-Wiesz bywało lepiej – odpowiedziałam po czym lekko zakaszlałam. No pięknie i jeszcze jakaś choroba mnie dopadła, nie no mam jakiś magnes na pecha ?
-Widzę właśnie, może podać Ci jakiś koc? - pokiwałam głową na co chłopak wstał rozglądając się za tą konkretną rzeczą. Dostrzegł ją po chwili pod moimi ciuchami na fotelu. Wygrzebał milutki kocyk, który mi podał. Przykryłam się nim i o wiele cieplej się zrobiło.
-Dzięki – mruknęłam patrząc jak cały czas mnie obserwuje. - Coś się stało? Jesteś jakiś taki hmm nie jesteś sobą?
-Tak się dzieje ze mną jak ktoś bliski cierpi. Ja też cierpię – odparł patrząc mi w oczy. Zrobiło mi się smutno, ale nie mogę tego naprawić w jakiś magiczny sposób by wszystko było pięknie, wspaniale i w ogóle. Nie ja chciałam mieć problem z sercem i jeszcze potrzebować nowego! To już jest kosmos. Niestety pogodziłam się jakoś z myślą opuszczenia tego świata pod jednym względem, bo zobaczę znów swoją mamę, która pewnie nie będzie zadowolona, że odeszłam tak szybko. Ale przynajmniej będę pochowana razem z nią.
-Nie chcę, żeby ktoś z moich bliskich cierpiał przeze mnie – powiedziałam przygryzając dolną wargę i patrząc za okno.
-A my nie chcemy cię tracić – szepnął wstając i wychodząc.
-Harry? - odwrócił się na chwilę do mnie. - Też nie chcę się żegnać – załkałam zamykając oczy, a raczej zaciskając je bardzo mocno. Westchnął głośno po czym wyszedł nic nie robiąc za co chyba mu dziękuje, bo nie chce płakać. Szczególnie w ostatnie dni wakacji na, których miałam odpoczywać. Siedziałam rozmyślając nad sensem tego życia. Bo i tak jest tak jak w jakiejś układance. Każdy element do czegoś pasuj. Takie samo jest życie. Każda osoba pasuje do kogoś. Albo jest początek, bo się rodzimy, a także koniec gdyż umieramy. Nie ważne kiedy odejdziemy, lecz w jaki sposób się to stanie. Niestety nie wszyscy zostawią po sobie nowe pokolenie, ale rodzina będzie o nich pamiętać. Może Zayn znajdzie sobie odpowiednią dziewczynę, z którą będzie miał dziecko. Kto wie może nawet opowie kiedyś swojemu synkowi lub córeczce jaką to miał wspaniałą ciocię, która była dla niego wszystkim. A może nie poruszy nigdy mojego tematu już z nikim tylko będzie przysyłał kwiaty na mój grób. Kto to wie? No właśnie.. Nikt nie wie co się stanie jak Cię nie będzie. Świat lubi nam płatać figle. Usłyszałam ciche pukanie więc się otrząsnęłam patrząc kto wchodzi. Uśmiechnęłam się szeroko na widok Niall'a, Lou i Liam'a. Byli lekko przerażeni patrząc na mnie, ale odwzajemnili uśmiech.
-Jak się... - zaczął Lou.
-Mam się dobrze – uprzedziłam pytanie na co się zaśmiał. - A wy?
-Oprócz nieprzespanej nocy to ujdzie – odezwał się Payno.
-Widać – zaśmiałam się by rozluźnić atmosferę, która jak dla mnie była zbyt dziwna jeśli chodzi o rozmowy na temat wczorajszego wydarzenia.- Zrobicie coś dla mnie? - pokiwali głowami.-Nie mówmy o mojej chorobie. Chcę przeżyć ostatnie chwile nie martwiąc się o koniec ..
-Jess, dla Ciebie co tylko chcesz, ale ehhh spróbujemy – blondyn miał podpuchnięte oczy co oznaczało płacz i zmęczenie. Biedny mój Horan. Chłopaki chwile stali nie wiedząc co powiedzieć, ale w końcu jakoś rozluźnili się i rozmawialiśmy o dzisiejszym dniu. Oczywiście mieliśmy w planach jakiś rejs statkiem, ale zmienili plany na pójście do lodziarni, a potem na na bieżąco się coś wymyśli. Jednak ja chciałam płynąc, ale jak nie to nie i tak dobrze, że nie wracamy chwilowo do domu. Chociaż jeszcze nie rozmawiałam z Zaynem, który pewnie jest innego zdania, znając życie będziemy się zaraz pakować. Poczułam się rozluźniona i szczęśliwa, dlatego chłopaki wyszli robić mi śniadanie, a ja ubrałam się oraz umyłam w tym czasie. Zajęło mi to dłuższą chwilę. Stałam pod prysznicem nago nie myśląc o niczym tylko i gorącej wodzie lejącej się ze słuchawki. Najlepszy sposób na pozbycie się stresu akurat w moim przypadku działa. Z uśmiechem na ustach opuściłam kabinę zawijając swoje ciało w gruby bawełniany ręcznik wiszący na wieszaku. Podeszła do lustra patrząc na swoje odbicie.
-Nie jest najgorzej jak na umierającą – powiedziałam śmiejąc się i wyciągając szczoteczkę by umyć swoje zęby. W międzyczasie wyszłam po ciuchy do sypialni. Wzięłam boyfriendy oraz sweter w kolorze granatowym. Do tego bielizna i skarpetki z misiami po bokach. Urocze były jak je dostałam od Ellie i teraz mam zamiar je nałożyć chociaż raz w życiu, bo jak znalazły się w moich rękach to niestety przechodziłam przez zły czas w moim życiu i nosiłam same ciemne, „smutne” i pozbawione szczęścia ciuchy. Niestety każdy chyba takie coś przeżywał chociaż przez chwilę w życiu. Ja tak miałam ostatnio, ale zmieniło się wszystko za co jestem wdzięczna każdemu kto był i jest przy mnie. Wypłukałam dokładnie buzię wypluwając resztę piany. Odłożyłam szczoteczkę i zaczęłam się ubierać. Szybko się uwinęłam więc mogłam ubrać trampki. Włosy rozczesałam zostawiając w nieładzie. Najlepiej się tak teraz czułam – tak na luzie. Opuściłam pokój idąc na dół. Czułam zapach naleśników co wywołało jeszcze większy uśmiech na moich ustach. Zeszłam od razu kierując się do kuchni. Stali tam moi przyjaciele rozmawiając i słuchając radia.
-Gdzie jest Zayn? - spytałam Liam'a, który nakładał na talerz kopkę naleśników.
-Na tarasie – odpowiedział dziko poruszając się z patelnią w rytm muzyki. Uwielbiam go jako tancerza zawsze mu to chyba najlepiej wychodziło. 

-A teraz dla was kochani mamy nowy kawałek Demi Lovato „ Cool for the summer” - powiedział koleś z radia na co się ucieszyłam. Miałam wychodzić, ale ta piosenka mnie zmusiła do zostanie. Od jakiegoś czasu słucham Demi, a ta piosenka bardzo mi się podoba. Dlatego ruszałam się w rytm razem z Payne, który starał się smażyć naleśniki. Na refren skakałam jak głupia razem z Lou, który się dołączył. Horan wziął banana do którego zaczął śpiewać i „seksownie” się ruszać. Wybuchłam śmiechem widząc ich wyczyny, ale dopasowałam się do ich podniecających ruchów. Cóż wyglądaliśmy okropnie, ale na tym polega zabawa. Niall wszedł na stołek i śpiewał tak jak Demi.
Got my mind on your body
And your body on my mind
Got a taste for the cherry
I just need to take a bite
Postanowiłam mu pomóc i przejęłam drugą część zwrotki.
Don't tell your mother
Kiss one another
Die for each other
We're cool for the summer

Podskoczyłam w górę, a biedny Horan zjebał się na tyłek. Nie mogłam ze śmiechu szczególnie jak widziałam ból na jego twarzy, a ten dalej próbował się wyginać w rytm. Pomogłam mu wstać, a ten pokazał, że nic mu nie jest i z ledwością wrócił do gibania się. Pokręciłam tylko głową i dalej się wygłupiałam. Dołączył do nas Liam niosąc talerz ze śniadaniem na stół. Zaczął się moment gdzie każdy przyłożył palec do ust i cóż nie da się opisać jak to się dalej potoczyło, że Louis leżał na stole machając jak pies nogami i rękoma, a Horan trzymając się za tyłem skacząc. Wzięłam sobie naleśnika i wyszłam z kuchni idąc na taras gdzie podobno znajduje się mój chłopak. Owszem napotkałam go tam stojącego tyłek i palącego papierosa. Podeszłam zakrywając mu oczy.
-Co ty robisz? - spytał obracając się do mnie przodem. Pocałowałam go na przywitanie w usta. 
-Witam się z chłopakiem – odpowiedziałam przytulając się do niego. Wyrzucił fajkę i mocno mnie przyciągnął do swojego ciała. Tak bardzo chciałam poczuć jego bliskość.
-Nie pytam o to, bo to jak najbardziej mi odpowiada – powiedział w moje włosy, które na wietrze jeszcze bardziej żyły swoim własnym życiem.
-To o co?
-Widziałem jak bawisz się w kuchni. Przecież mogłaś się przewrócić, albo przekręcić kolano – zaczął swoje zamartwienia na co westchnęłam głośno.
-Kochanie, ja staram się żyć chwilą. Proszę żyj razem ze mną – odpowiedziałam nie puszczając go ze swoich objęć.
-Kocham cię i martwię się. Bo wczoraj jakby Ci się coś stało to nie wiem co bym sobie zrobił – powiedział na jednym tchu.
-Też cie kocham więc nie mówmy o tym – uśmiechnęłam się do niego już stając przed nim. Zrobiło się chłodno więc pociągnęłam chłopaka do środka. Tam poszliśmy coś zjeść, bo w końcu Liam smażył naleśniki specjalnie dla mnie.
**
-To nie jest konieczne, żeby wracać do Londynu – wyszeptałam kurczowo kucając przy szafce w salonie. Po śniadaniu poszliśmy tak jak planowaliśmy na spacer i pozwiedzać. Jednak jak już mieliśmy wychodzić z baru coś mi się stało i tym sposobem teraz klęczę z bólu w swojej sypialni patrząc jak Malik pakuje nasze ciuchy do walizek, a Payne chodzi dzwoniąc o 6 biletów do Anglii na teraz.
-Nie wkurwiaj mnie Jessica – warknął Mulat wrzucając byle jak końcówkę z mojej garderoby. Nie byłam na ziemi sama, bo Niall siedział i trzymał mnie ostrożnie obserwując każdy mój ruch. No tak zapomniałam dziś rano połknąć tabletki. Brawo Jess chcesz chyba szybciej umrzeć. Jak mogłam być taka bezmyślna? Przecież o mały włos nie wkopałam się sama do grobu. A zapowiadał się piękny dzień. Postanowiłam się podnieść i przenieś na łóżko lub zejść na dół gdzie nie będzie wściekłego Zayn'a.
-Chcę wstać – powiedziałam do Niall'a, który podniósł się i złapał mnie za rękę pomagając wstać. Stałam w miejscu obserwując co się dzieje. Te tabletki chyba mi pomagały hmm na wszystko? Nie mogę się teraz uspokoić, boli mnie serce, mam jakiś skurcz żołądka, głowa mnie napierdala i jakaś masakra chyba się psuje do reszty.
-Chodź zejdziemy na dół – Horan podparł mnie ramieniem kierując do wyjścia. Ostatni raz spojrzałam na zdenerwowanego Zayn'a zapinającego walizki i wyszłam z pokoju. To było piękne miejsce gdzie chciałabym wrócić, ale ehh. Na korytarzu biegał Louis z torbami na dół, a Harry pakował wszystkich dając Tommo torby. Po schodach szłam na nogach z waty, ale na szczęście miałam po jednej stronie blondyna, a po drugiej poręcz. Doszłam do sofy gdzie usiadłam. Niall dostał najgorsze zadanie – pilnowanie mnie. Współczuje mu, że musi mnie mieć na oku przez ten cały czas.
-Mamy bilety na za 30 minut więc się szykujcie -zbiegł Liam wykręcając dalej do kogoś. - Tak już lecimy.. Do szpitala? Tak od razu? - spojrzał na mnie z współczuciem. - Będziemy – rozłączył się i już wiedziałam, ze rozmawiał albo z moją ciocią, albo z doktorem. Więc koniec życia czas na białe ściany jej! Jestem po prostu w siódmym niebie.
-Masz tabletki, Derec powiedział, ze mogą jeszcze pomóc i mam dobrą wiadomość– podał mi je Lou wraz ze szklanką wody. Od razu wszystkie popiłam i zamknęłam oczy.-Liam właśnie mi powiedział, że masz dawcę! - wykrzyczał na co podskoczyłam. Byłam zaskoczona chociaż to coś znaczy. Może będę mogła żyć?
-I tak nic nie jest pewnie, przeszczep może nie wypalić i..
-Nie bądź pesymistką tylko myśl, że będzie dobrze – powiedział, a mi zachciało się spać tak więc oparłam się na ramieniu przyjaciela i pomału zasypiałam..
**Oczami Zayn'a**
Jak mogliśmy zapomnieć o tabletkach?! Przecież to one jej pomagają przeżyć, a my tak po prostu poszliśmy sobie na miasto i zapomnieliśmy o najważniejszym. Jestem tak wkurwiony nie na dziewczynę, ale na samego siebie, bo rano martwiłem się, a potem zapomniałem jak wszystko dobrze szło. Mogłem sobie gdzieś zapisać, ale nie, bo po co? Kurwa mać! Nie dość, że Jess wygląda strasznie blado to jeszcze wszystko ją boli i nie może zostać sama. Dobrze, że Horan się nią zajmuje. Spakowałem już wszystko i wystawiłem na korytarz by Lou, który się zajmuje znoszeniem rzeczy wziął i to na dół do samochodu. Ostatni raz sprawdziłem pokój i jak okazało się, że nic nie ma oprócz bluzy dla dziewczyny oraz mojego telefonu to zgasiłem światło wychodząc. Wszyscy coś robili dlatego szybko się uwinęliśmy. Na dole zastałem śpiąca na Niall'u dziewczynę. Kiedy już wszystko zabraliśmy wziąłem ją na ręce i wyszedłem do samochodu, który na nas czekał. Nałożyłem jej bluzę by nie zmarzła, bo w końcu mamy już zimną noc. Chłopaki dołączyli do nas i ruszyliśmy na lotnisko. Dobrze, że Liam załatwił dla nas bilety na ostatnią chwilę, bo następny lot mielibyśmy jutro popołudniu, a kto wie co może się stać do jutra. Na miejscu ma czekać już jej ciocia, a także przyjaciele do których zadzwoniłem. Muszę z nimi pogadać a raczej z Eathanem, bo mam ważną sprawę do niego chociaż nie wierzę, że mu to powiem. Po 5 minutach już czekaliśmy w kolejce z innymi ludźmi. Cały czasem trzymałem moją kobietę w ramionach. Ludzie z obsługi pytali co się stało, ale Liam wszystko wyjaśniał, że dziewczyna jest chora i szybko musimy wracać na operację. No tak oni też nie wiedzą. Będę musiał im też powiedzieć, bo w końcu są moimi przyjaciółmi odkąd nas połączono w jeden wielki zespół.
**
-Gdzie ja jestem? - spytała budząc się na moich kolanach.
-Właśnie jedziemy do szpitala skarbie – odpowiedziałem całując ją w czoło.
-Tak szybko?
-Trwało to parę godzin, ale spałaś więc minęło Ci szybko – odezwał się śpiący Liam, który jednak przez cały lot tak samo jak ja czuwał kiedy chłopaki spali. Jednak się im nie dziwię, bo byli padnięci po całym dniu chodzenia i jeszcze na szybko wszystko robiliśmy, a do tego martwią się tak jak ja o Jess. Jej ciocia dzwoniła co chwilę jak lecieliśmy i pytała co z nią. Myślałem, ze prze teleportuje się do samolotu by zobaczyć swoją chrześnice śpiącą obok mnie na siedzeniu. Rozdzieliliśmy się teraz, bo Harry i Louis pojechali odwieźć nasze bagaże i zaraz do nas wrócą, Niall pojechał po Ellie i Rose, a Liam cały czas jest ze mną. Kierowca jechał bardzo szybko, bo co chwilę powtarzałem, ze musimy tam być za chwilę. W radiu leciały wolne piosenki, a godzina wybiła równo 5 nad ranem. Już się robiło szarawo, a ja chciałem spać. Ale nie mogłem wiedząc, że najważniejsza osoba dla mnie jest tutaj przy mnie. W końcu samochód się zatrzymał a ja pomogłem dziewczynie wysiąść. Zaatakowała nas jej ciocia z lekarzami. Liam zapłacił za podwózkę i dołączył do nas.
-Boże dziewczyno jak ja się bałam – mówiła płacząc pani Veronica.
-Jeszcze żyje – odezwała się cicho brunetka.
-Sala już na ciebie czeka, tam odpoczniesz, a w południe czeka cię operacja – spojrzał wymownie w moją stronę. Wziąłem ją na ręce i niosłem do środka. Wtulała się mocno we mnie tak jakby nie chciała mnie już nigdy puszczać. Czułem dokładnie to damo mając ją przy mnie. Dotarliśmy szybko na odpowiednie piętro i do odpowiedniej sali. Położyłem ją na łóżku i przykryłem kołdrą. Była padnięta mimo że spała tyle godzin. Na stole czekało na nią 10 tabletek i szklanka wody.
-Musisz wszystko połknąć, a wy idźcie spać. Natomiast Zayn chodź ze mną – powiedział lekarz i wyszedł.
-Czemu musisz iść? - spytała z zamkniętymi oczami.
-Posiedź z ciocią ja zaraz wrócę, kocham cię.
-Ja ciebie też – ziewnęłam biorąc tabletki do ręki. Payne wyszedł za mną i postanowił pójść po kawy. Na korytarzu stał Derec patrząc na swoje papiery.
-Powiedziałeś już wszystkim?
-Nie, ale zaraz im powiem. To znaczy najpierw im, a na końcu jej.
-Zadzwoń też do szefa, niech wie. To co zrobisz jest nagradzane – poklepał mnie po ramieniu odchodząc w głąb korytarza. Zostałem sam opierając się o ścianę. Zjechałem po niej zakrywając oczy. Zacząłem płakać z tej bezsilności.
-Przepraszam, czy mogę prosić o autograf? - usłyszałem koło siebie cichutki głosik dziecka. Otarłem szybko łzy i spojrzałem na nią. To była malutka brunetka z chustą na głowie.
-Jasne, jak się nazywasz? - spytałem wstając i podchodząc do niej.
-Jessica – odpowiedziałam, a ja stanąłem w bezruchu.
-Jak moja dziewczyna – wziąłem kartkę i zacząłem pisać dla niej dedykację.
-Wiem, bardzo ją lubię. Sama jestem chora i wiem jak to jest. Ale najważniejsze to mieć bliskie osoby obok siebie – dopowiedziała, a ja się uśmiechnąłem do niej.
-Jesteś bardzo mądra – przytuliła mnie bez słowa, a ja odwzajemniłem. Była taka urocza i malutka jak na dziecko.
-Dlaczego płakałeś? To przez chorobę Jess? -Pokiwałem głową.- Masz moje wsparcie.
-Kochana jesteś.
-I szczęśliwa, bo spotkałam jednego z idoli przed zobaczeniem was na koncercie – patrzyła na kartkę papieru, którą dostała ode mnie.
-Nie wiem czy będę na koncercie, wiesz tu chodzi o Jessice – odpowiedziałem nie mówiąc całkowitej prawdy. Zasmuciła się, ale przyszedł w porę Liam i dał jej swój autograf, a następnie dziewczynka zawołana przez swoją mamę pomachała nam i odeszła. Upiłem kilka gorących łyków ciemnej cieczy i można powiedzieć, że poczułem się lepiej. Muszę mu powiedzieć, ale lepiej będzie jak wszyscy się zjawią. Nie mogę tyle czekać.
-Muszę Ci coś powiedzieć – zacząłem nie pewnie.
-Mów – spojrzał na mnie wyczekująco. Miałem już powiedzieć, ale na korytarz wpadła zapłakana Ellie i wraz z nią reszta naszych bliskich.
-Dokończę potem – wstałem kierując się w stronę Eathan'a.-Musimy pogadać.- wskazałem na niego i ruszyłem do windy. Szedł za mną zdziwiony moim zachowaniem. Tą przemowę układałem sobie kilka razy w głowie, ale nie wiem czy cokolwiek uda mi się wypowiedzieć na głos. Przecież to horror mówić takie słowa.
-O czym chcesz pogadać, aż tutaj? - wskazał na pusty korytarz prowadzący na dach.

-Chodzi o Jess - ciężko zacząłem opowiadać.. 
............
Hej! ; ** 
Tak znowu spóźniona itd xdd Ale no co mam na swoja obronę? No tak nowa szkoła i brak czasu ; / Tak teraz niestety będzie, bo liceum to chwilowo nowość dla mnie, ale jebać szkołę i tak będę robić to co kocham ^^ 
A jak u was? Bo mi już zadanie domowe dają :/ 
A tak serio to rozdział mi ciężko pisać i myśleć, że zaraz epilog i koniec.. ;c To jest najcięższa część pisania opowiadań ; <  
Co do piosenki, która tutaj "występuje" to polecam! ; > Uwielbiam Demi, a sama jestem Lovatic xoxo 
Teraz coś miłego ^^ Tutaj klik mamy już 1 rozdział! ; > Będzie epicko jak zajrzycie i powiecie co sądzicie ; * Jak to skończę to tam będę na bieżąco więc luzik hahah 
Dobra to tyle kocham was bardzo! ; 3 
CZYTASZ=KOMENTUJESZ! ; * 
Do następnego ; 3 

Obserwatorzy