niedziela, 22 marca 2015

Rozdział 45!


-Przepraszam, ale nim nie jestem – powiedział mi dobrze znany zachrypnięty głos.
-Ha-ary? - spytałam drugą ręką przeczesując włosy ze zdziwienia.
-Tak.
-Coś się stało? Zayn wrócił? Odzywał się? - pytałam, bo jestem pewna, że po to dzwoni.
-Jeśli się odezwie to na pewno dowiesz się pierwsza, ale dzwonię spytać jak się trzymasz?
-Emmm... Trzymam się jakoś, ale no nie jest miło nie mieć kontaktu z chłopakiem do długiego czasu – odpowiedziałam.
-Tak myślałem. A jak zdrowie? – powiedział nie pewnie.
-Zdrowie jak to ono. Płata mi figle. Coś mam z sercem, ale nie mówmy o tym. – stwierdziłam już kładąc się z powrotem wygodnie w łóżku. Czy ta rozmowa jest dziwna? Według mnie każdy ma prawo utrzymywać normalne relacje ze swoją byłą połówką.
-Wiesz Jess, o twoim związku z Zayn'em dowiedziałem się niedawno – powiedział. W sumie to nie miałam pojęcia, że on jeszcze nie wie. Myślałam, że się domyślił.- Wolałbym dowiedzieć się od Ciebie o tym niż od chłopaków i to przez przypadek.
-Nie chciałbyś tego słyszeć ode mnie Harry, bo to byłoby najgorszą rzeczą jaką mogłabym Ci wyrządzić. Przepraszam, ale jestem zmęczona. Jak Zayn się odezwie daj znać.
-Dobranoc Jess – zakończyłam połączenie i odłożyłam telefon na półkę. Położyłam się na boku i zamknęłam oczy nie myśląc o niczym, żeby tylko zasnąć. Mam nadzieję, że Malik napisze mi chociaż wiadomość gdzie jest, bo oszaleję. Nie jestem na niego obrażona czy coś w tym stylu, ale martwię się. Muszę się natychmiast dowiedzieć o co im poszło. Bo jeśli o jakiś drobiazg to raczej by się odezwał. A jeśli nie ma z nim kontaktu to nie jest za dobrze. Może to coś z koncertami? A może dowiedzieli się o naszym związku i zabraniają mu się ze mną spotykać? Kurde.
Jess musisz szybko zasnąć, bo rano trzeba wstać i niestety do szkoły.
**
-Dobrze ciociu po lekcjach od razu wracam do domu. Tak wiem, że mamy spotkanie w szpitalu więc spokojnie, aż tak nieodpowiedzialna nie jestem – powiedziałam do swojej opiekunki, która dziś odwoziła mnie do szkoły. Jak tylko wstałam to pierwsze co znalazło się w mojej ręce to telefon i sprawdzenie czy nie odzywał się Malik. Niestety nie było po tym śladu. Przez niego zaczynam obgryzać paznokcie, które już są śliczne i długie, ale jak się stresuje to tak mam. Wysiadłam z samochodu i ruszyłam w stronę budynku szkoły. Cały czas patrzyłam w ekran mając nadzieję, że zaraz pojawi się na nim jego zdjęcie i będę mogła porozmawiać w reszcie. Weszłam do budynku i stanęłam obok klasy gdzie miałam pierwszą lekcje czyli matmę. Do dzwonka zostało około 10 minut dlatego mogę jeszcze się rozmyślić i wyjść ze szkoły. Niestety przynajmniej na trzy lekcję muszę zostać, bo na drugiej mam kartkówkę z fizyki. Nie będzie łatwo, ale jakoś sobie poradzę. Do budynku weszła Ellie, a z nią dobrze mi znany blondyn. Spojrzałam na niego z uniesioną brwią.
-Musisz jechać ze mną – powiedział.
-Coś się stało?
-Malik jest w domu, ale najebany w trzy dupy i chce tylko z Tobą rozmawiać – stwierdził z mieszana miną. Akurat teraz?! Przecież uczyłam się... Jak mus to mus.
-Ell, jak coś to nie było mnie od rana. Odezwę się potem – przytuliłam dziewczynę i wyszłam z Horanem na parking gdzie zaparkował samochód.
-A reszta gdzie? - spytałam wsiadając do pojazdu.
-Bawią się w niańkę. To znaczy Liam, bo Harry chyba jeszcze śpi, a Louis miał zrobić śniadanie czego się obawiam. - Zaśmiałam się, bo wiem co to znaczy. Lou w kuchni powodzenia z jedzeniem tego. Niall nie mówił już nic chwilowo o moim chłopaku, bo raczej nie chciał bardziej mnie denerwować niż już byłam. Moja pikawa ledwo chodzi więc niech ten idiota się ogarnie i będzie już dobrze.
Pogoda nie jest najgorsza, ale zimno biało jest jak na zimę to i tak nawet dobrze. Horan zaparkował samochód przed domem i razem wysiedliśmy z niego. Plecak on mi wziął, a ja szłam pierwsza. Drzwi otworzył mi jeden z ochroniarzy, a w środku zobaczyłam kupę dymu i usłyszałam czyjś kaszel. Złapałam się za głowę i pobiegłam do kuchni. Zobaczyłam Tommo w fartuchu, czapce kucharza, który próbowała ugasić jedzenie na patelni.
-Kurwa mać! Louis co ty wyprawiasz?!- podbiegłam i zgasiłam gaz, a następnie szklanką wody ugasiłam ''ognisko''. Otworzyłam szybko okno na oścież, a Louis'a uderzyłam w głowę.- Nigdy więcej nic nie gotuj! Najlepiej trzymaj się z dala od kuchni! - nakrzyczałam na chłopaka, a ten z miną zbitego psa pokiwał głową i wyszedł chyba się przebrać, bo na twarzy miał jakąś nieznaną mi substancję i we włosach chyba jajko. Złapałam się za głowę i tak stałam chwilę, aż wywietrzeje wszystko. Zamknęłam okno i mogłam teraz iść do pokoju Mulata.
Przed drzwiami spotkałam Liam'a, który siedział pod ściana i się zastanawiał nad czymś.
-Hej – powiedziałam na jego widok. Wstał i pocałował mnie w policzek na przywitanie.
-Jest w nieciekawym stanie, ale chciał się z Tobą zobaczyć więc idź – otworzyłam niepewnie drzwi i zobaczyłam chłopaka siedzącego na parapecie z papierosem w dłoni. Przygryzłam dolną wargę i zamknęłam za sobą drzwi. Usłyszał to i odwrócił się do mnie przodem. Wyrzucił fajkę przez okno i podbiegł do mnie. Wziął mnie w ramiona i mocno przytulił. Nic nie powiedziałam tylko z całych sił objęłam go. Niby tak dawno znowu się nie widzieliśmy, ale brak miłości przez jeden dzień to jest horror. Czułam jak jego ręce błądzą po moich plecach, natomiast ja swoją prawą rękę dałam na jego włosy, które są wyjątkowa w nieładzie. U Malika włosy stoją chyba na pierwszym miejscu jeśli chodzi o wygląda, a po tym już ubiór. Czułam się w tych silnych ramionach bardzo bezpiecznie.
-Czemu się nie odzywałeś? - spytałam stojąc dalej przytulona do chłopaka. 

-Musiałem ochłonąć – wyszeptał normalnie. Nie zauważyłam, żeby w jakiś nie typowy sposób się zachowywał. A podobno jest mega pijany.  
-Mogłeś chociaż napisać mi krótką wiadomość, że jest okej i jutro się zobaczymy – powiedziałam już puszczając go i patrząc prosto w czekoladowe oczy. Kiedy mnie puścił i chciał iść w stronę łózka widziałam jak się chwieje i potknął się i upadł. Cofam teraz poprzednie zdanie na temat jego stanu trzeźwości.
-Nic Ci się nie stało? - podbiegłam i pomogłam mu się podnieść. Co było trudne, bo musiałam zaprzeć się by podnieść półprzytomnego Mulata.
-Jess przepraszam za to, ale jak dowiesz się dlaczego to zrobiłem to zrozumiesz – wybełkotał siadając już na łóżko.
-To powiedz mi.
-Zarząd chce, żeby Perrie jechała ze mną w trasę – wyszeptał chowając głowę w dłoniach. Co?! Przecież to może się wydarzyć. Ta szmata będzie chciała się dobrać do Zayn'a podczas tej trasy. Dlaczego Ci ludzie nie widzą, że oni się nie kochają? Załamałam się tym faktem. Wiem, ze to nie jego wina, ale no ….
-Wiem, że musisz to zrobić. Nie przejmuj się rób to co musisz – sama siebie tym zaskoczyłam. Wiem, że podkładam sobie sama kłodę pod nogi, ale ta praca polega właśnie na takim okłamywaniu ludzi i wybijaniu się takich suk jak Edwards. Poczułam pieczenie w oczach. Pomrugałam kilka razy, żeby tylko się nie popłakać, bo to byłoby za dużo jak na taką dziewczynę.
-Kochanie...- powiedział Zayn stając koło mnie i obracając do siebie twarzą. - Nie przejmuj się nią. Wrócę za trzy miesiące, a ona będzie ze mną tylko na zdjęciach. Kocham cię – wyszeptał i mnie pocałował. Uśmiechnęłam się i oddałam pocałunek. Postaliśmy tak chwilę, ale zobaczyłam, że mój towarzysz zasypia na stojąco. Dlatego podprowadziłam go do łóżka i kazałam się położyć. Zrobił to, a ja chciałam iść, ale poprosił bym została. Westchnęłam głośno i się położyłam obok. Przygarnął mnie ramieniem i ucałował w czoło. Poczekam, aż uśnie i pójdę do chłopaków. Mam chwilę na przemyślenia, które są masakryczne. Ta Perrie to wie jak zadziałać mi na nerwach, a co dopiero na moim sercu. Zamknęłam na chwilę oczy i wyobraziłam sobie to co będzie podczas tych trzech miesięcy spędzania czasu ich razem. Zacisnęłam dłonie w pięści i poczułam kłucie w klatce. Otworzyłam przerażona oczy.
Usłyszałam ciche chrapanie mojego chłopaka więc wstałam i na palcach opuściłam pokój. Przy drzwiach usłyszałam jak szepcze moje imię. Zamknęłam za sobą po cichu drzwi i udałam się na dół trzymając jedna rękę tam gdzie czułam nie przyjemny ból. Muszę się ogarnąć, bo nie chcę jeszcze zejść z tego świata. W salonie zobaczyłam Liam'a siedzącego na kanapie i piszącego SMS. Usiadłam na fotelu i zaczęłam ciężko oddychać. Rozpięłam koszulę, którą miałam zapiętą do końca. 

-Co się dzieje? - spytał kucając przy mnie Payne.
-Jest okej – uśmiechnęłam się blado.
-Jessica, nie okłamuj mnie. Źle się czujesz? Mam dzwonić po lekarza? - spytał przerażony moim wyglądem. 
-Nie. Zaraz mi przejdzie. Daj mi tylko szklankę wody – poprosiłam i starałam się uspokoić. Czy to jest ten atak? Nie mam pojęcia. Ogólni nie wiem co się ze mną dzieje. Po chwili wrócił brunet ze szklanką wody. Wypiłam ją duszkiem i się pomału ogarnęłam.
-Lepiej?
-O wiele – stwierdziłam już siadając normalnie i zapinając koszulkę. Dobrze, że pod spodem mam koszulkę na ramiączkach.
-Wyglądałaś okropnie. Nie rób już takich numerów – powiedziała siadając na kanapie obok i się mi przyglądając. - Co Ci powiedział?
-Całą prawdę dotyczącą waszego wyjazdu w trasę z tą blondyną.
-W sumie to dobrze, że on Ci to powiedział.
-Wiem, ale i tak jest to straszne do przyjęcia. Poznałam już ją i myślę, że wiem do czego jest zdolna – stwierdziłam wzdychając.
-Znam ją od początku ich związku i tak jest do wszystkiego zdolna – pokiwał głową.-A on poszedł spać czy jak?
-Porozmawialiśmy i go ''uspałam''. Jak się obudzi to powiedz, że jadę do szpitala na wizytę kontrolną – poprosiłam Liam'a i wstałam. Rozglądnęłam się w celu znalezienia plecaka, ale nigdzie go nie było.
-Niall zabrał go do kuchni – usłyszałam więc tam poszłam. Już po dymie nie było śladu. Zabrałam swój plecak i wróciłam do salonu.- Chodź odwiozę cię do domu.- Pokiwałam głową i wyszłam ubierając kurtkę i szalik. Liam otworzył samochód ten co przedtem Horan mnie tu przywiózł. Ruszyliśmy jak tylko zapięłam pasy. Dopiero dochodzi godzina 9. Więc do szkoły mi się nie chce już iść, a w domu przynajmniej jest ciepło i odpocznę. Przecz cała drogę mój wzrok był uwięziony na panoramie za oknem. Wsłuchałam się w muzykę lecącą w radiu i przymknęłam na chwilę oczy. Chyba przysnęłam....
**
-Wstawaj kochanie, bo spóźnimy się do lekarza – usłyszałam nad swoim uchem spokojny głos cioci. Otworzyłam powoli oczy i ją zobaczyłam. Rozejrzałam się i zdałam się sprawę,że jestem u siebie w łóżku.
-Jak-jak się tu znalazłam? - spytałam przecierając zaspane oczy. Cholera! Zapomniałam, że mam tusz na rzęsach.
-Twój kolega cię przywiózł i zasnęłaś w trakcie jazdy. Powiedział, że źle się czułaś i przyniósł cię do samego łóżka.zaśmiała się. No tak Liam, to ten odpowiedzialny więc czego mogłam się spodziewać? Wstałam pomału z łóżka i udałam się do łazienki. Poprawiłam włosy, które były rozproszone każdy w inną stronę, następnie zajęłam się makijażem i mogłam zejść na dół. Spojrzałam na zegarek, który wskazywał już 13. Weszłam do kuchni wy wziąć sobie coś do picia i jedzenia. Padło na wodę oraz czekoladowego batona. Miałam taką ochotę na coś słodkiego jak jeszcze nigdy. Zjadłam słodkość i popiłam mineralną wodą. Usłyszałam jak ciocia mnie woła więc wzięłam ze sobą napój i udałam się do wyjścia. Nałożyłam puchową brązową kurtkę do pasa i kolorowy komin. Na nogi założyłam czarne trapery i mogłam wyjść. Sprawdziłam czy na pewno mam w kieszeni telefon – jest. Więc wyszłam zamykając drzwi na klucz, bo chłopaki jadą z nami więc w domu nikt nie zostaje. Usiadłam na tyle koło kobiety i ruszyliśmy w drogę. Zobaczyłam, że mam SMS więc sprawdziłam od kogo.
Napisz mi jak będzie w domu Xx.
Wiadomość od Malik'a. Uśmiechnęłam się i odpisałam, że dam znać. Zablokowałam komórkę i znowu się zapatrzyłam na krajobraz rozmywający się za oknem. Chcę już lato! Wraz z latem przyjdą moje urodzinki i będzie fajnie. Pełnoletność nadchodzi dużymi krokami, a ja się ciesze, ale z drugiej strony chyba wolałabym zostać dzieckiem, które nie musi się przejmować niczym i nikim. I teraz sobie uświadomiłam, że nie byłam dawno u mamy. Muszę jakoś nadrobić ten czas i posprzątać chyba grób. Przydałoby się odwiedzić kilka cmentarzy i rodzinę, która tam leży. A przy okazji muszę spotkać się z ojcem, bo też minęło parę dni od naszego ostatniego spotkania.
Nim się obejrzałam już byliśmy na miejscu. Wysiadłam i szłam z ciocią ulicą do wielkiego budynku, który nie wygląda na przyjemny, ale powiedzmy sobie prawdę szpital nigdy nie jest przyjemnym miejscem. Przynajmniej dla mnie. Wiążą się z nim same niedobre rzeczy.
Wypadki.
Śmierć.
Wypadki.
Śmierć
I tak w kółko...
Dobrze, że dziś tylko mam badania, a nie muszę tu czasem zostać na noc czy coś podobnego. I plusem jest to, że mój lekarz jest najlepszym jakiego kiedykolwiek spotkałam na swojej drodze. Weszłyśmy do środka i tam ciocia podeszła do recepcji by zapytać na, które piętro mamy się udać. Miła starsza Pani pokierowała nas i udałyśmy się windą na trzecie piętro. Tam jest gabinet Derec'a. On i moja ciocia to coś chyba więcej niż kontakty pacjent lekarz. Ale chwilowo wolę nie zapeszać. Znalazłyśmy się tam gdzie trzeba. Nie było żadnych ludzi. Zapukałam do białych drzwi i kiedy usłyszałam proszę to weszłam jako pierwsza do środka.
-Witaj Jess – przywitał się ze mną uśmiechem koleś w białym fartuchu.
-Dzień Dobry – odpowiedziałam siadając naprzeciw.
-Jak się dziś masz? - spytałam przeglądając jakieś papierki.
-Z rana chyba z nerwów czułam duszność i ból w klatce, który przeszedł po krótkiej chwili męczenia się – odpowiedziałam bawiąc się swoimi palcami. Uniósł na mnie wzrok, a następnie na moją ciocię. Wymienili krótkie, ale dosyć jednoznaczne spojrzenia i wrócił oczami na mnie.
-Więc rozbierz się od pasa w górę. Tak chodzi mi tylko o koszulę i koszulkę – stwierdził lekko się śmiejąc, bo wyczuł moje pytanie na kilometr. Nie chciałam być chamska, ale w moim zwyczaju już jest takie coś. Ściągnęłam to co mi kazano i położyłam się na zimne łóżko lekarskie. Tam Derec coś porobił przy mnie, coś zbadał, kazał głęboko oddychać, potem nie oddychać. Musiałam wskazać, które miejsce mnie tak bardzo bolało. Postarałam się wskazać tam gdzie bolało. Kazał mi usiąść i musiał pobrać trochę krwi do zbadania. Musiałam robić to co mi kazał, bo w końcu on wie najlepiej. Bałam się igły, ale jak wbił ją ostrożnie w moją skórę to prawie nie poczułam, że coś się dzieje. Na koniec zostawił ciśnienie. Coś pod nosem pomruczał, ale nie dopytywałam, bo chciałam jak najszybciej już wrócić do domu i odpocząć, bo jutro jest impreza urodzinowa Zayn'a, bo w końcu sobota. Muszę też spędzić dużo czasu z chłopakami, bo jak jadą w trasę to zobaczymy się za długi czas.
-Nie jest najlepiej Jess, ale badania krwi wykażą więcej niż mogę stwierdzić. Jutro przywiozę Ci wyniki i omówimy je razem. 
-Dobrze tylko nie wiem czy będę, bo są urodziny mojego chłopaka i nie będzie mnie w domu od około 12 – odpowiedziałam zapinając na ostatni guzik koszulę.
-Nie zapinaj się do końca, bo to źle działa na pracę układu oddechowego – powiedziała coś zapisując na kartce. Odpięłam trzy od góry guziki i ubrałam kurtkę.
-To jak będzie Pan jutro?
-Jak tylko ukażą się wyniki zadzwonię do twej cioci i powiem jej co jest grane, a potem spotkamy się w najbliższym czasie.
-Dobra to do zobaczenia – podałam mu rękę, którą uścisnął i wyszłam sama rozglądając się za ciocią, która wyszła jakieś 15 minut temu w celu kupienia czegoś do picia. Szłam przed siebie pisząc SMS.
Jestem już wolna. Wytrzeźwiałeś? ;c

Napisałam i wysłałam chowając telefon do kieszeni. Szłam schodami w dół i zobaczyłam swoją ciocię, która rozmawia z jakąś kobietą z dzieckiem. Na początku nie rozpoznałam kto to, ale jak usłyszałam ten głos to od razu się zorientowałam.
-Jessica! - krzyknęłam mała dziewczynka biegnąć w moją stronę...

___________________________________________________
Hej! ;  >
Tak jak widzicie obiecałam i słowa dotrzymałam, że dodam rozdziała w tym tygodniu. Tak więc zmagałam się z nim od wczoraj i dziś go dokończyłam i dodaję ;  > 
Wiem, że pewnie większość przestała czytać moje ff :C Ale i tak dziękuje, że komentujecie jeszcze niektórzy co czytają moje nędzne wypociny ; ( 
Jak wam się podoba? Co myślicie o chorobie Jess? Umrze? Czy będzie okej? 
Ja się zastanawiam nad zakończeniem opowiadania i mam dwie propozycje, ale wam nie mogę zdradzić. Pomoże mi z wyborem przyjaciółka więc będzie dobrze ^^ 
A z innej beczki co się dzieje z naszymi chłopcami? Kurde, wchodzę na fb, a tam, że Zayn zdradza Perrie ( no cóż ucieszyłam się, bo ich nie shipuje ) Lou z jakąś dziewczyną, Zayn'a nie ma na koncertach  biedny ;C Itd. Ale mam nadzieję, ze ułożą sobie wszystko dokładnie i będzie jak zawsze czyli super i szczęśliwie ^^ Bo wiem, że są dorośli i to ich życie, ale nic nie poradzę, że się martwię ;c
Dajcie znać jak rozdział i do następnego! ; 3 
CZYTASZ=KOMENTUJESZ! 






3 komentarze:

  1. Jak zwykle cudownie ! Czekam na next ! :-*

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudowny ;* niestety Zayn odszedł z zespołu ;'( mam nadzieje że Jess wyzdrowieje i ogólnie będzie happy end. czekam na next ♥

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy